Pokazywanie postów oznaczonych etykietą one shot o larrym. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą one shot o larrym. Pokaż wszystkie posty

Pocałuj mnie, Boo. - one shot (Larry)



image

Od autorki: Prompt, który stał się one shotem przez liczbę słów. 61 notek na tumblr. Dziękuję!

Harry i Louis przyjaźnią się od zawsze.

A przynajmniej tak odczuwa to Louis, bo za nic w świecie nie może przypomnieć sobie tego konkretnego momentu, w którym tak naprawdę wszystko się zaczęło. Jak przez mgłę wspomina przedszkole i roześmianą buzię małego chłopca, który podkradał mu co rusz zabawki i wcale nie przejmując się starszym o dwa lata kolegą odchodził do swojego kącika, by kontynuować zabawę.

Louis często mu to wypomina, a wtedy twarz Harry'ego przybiera kolor różu i chłopak nie wie, dlaczego tak się dzieje. Ma piętnaście lat, burzę kręconych włosów na głowie i piękne zielone oczy, a dotyk jego przyjaciela jest tak cudowny, że za każdym razem musi stłumić w sobie dziwne uczucie w dole brzucha. Nie jest jeszcze w pełni świadomy, co to oznacza, ale pewnego chłodnego wieczoru, gdy udaje mu się przekonać Louisa, że nie czuje się zbyt dobrze, zostaje w domu i analizuje swoje ostatnie miłosne uniesienia.

Zamiera, gdy oczywiste wychodzi na wierzch. Jest zakochany w swoim najlepszym przyjacielu, a istnienie jego dwóch byłych dziewczyn wcale nie sprawia, że tę opcję można wykluczyć.

Przez kolejne tygodnie stara się zachowywać normalnie aby nie wzbudzić podejrzeń Louisa, ale to nie takie proste, gdy osoba, którą darzysz uczuciem idzie dziesięć centymetrów od ciebie, a wasze dłonie prawie się ze sobą stykają. Harry przeklina w duchu swoje uczucia, ale miłe motylki w dolnych partiach brzucha nie odchodzą.

Mija miesiąc, a chłopak jest już całkowicie pewny, że kocha swojego przyjaciela. Sposób w jaki na niego patrzy, kształt jego ust, ciało, rozwiane włosy, czy poczucie humoru, którego Louisowi nie brak. I Harry naprawdę nie wie, co ma zrobić, bo jedyne, o czym marzy to, by go dotykać i całować, a przecież przyjaciele tego nie robią. Chyba, myśli piętnastolatek, ale ponownie musi odrzucić te sprawy na tył głowy, bo Louis podbiega do niego na jednej z przerw i nachylając się mocno, czochra jego włosy.

- Hej, Haz. - jego głos jest jak piosenka i Harry zastanawia się, kiedy zaczął używać takich romantycznych porównań. Mimo wszystko odwzajemnia uśmiech.

- Dziś jesteś sportowcem? - pyta, co jakiś czas zerkając na książkę z angielskiego, od pewnego czasu myśli o swoim pierwszy pocałunku z chłopakiem, a gdy Louis jest tak niebezpiecznie blisko, staje się to jeszcze trudniejsze.

- Po prostu miałem wf, Głuptasie – Louis przysiada obok niego, a Harry czuje ulgę. Może w końcu oddychać. Chociaż przy atrakcyjnym siedemnastolatku wychodzi mu to z każdym dniem gorzej.

(Po prostu jest taki piękny, myśli Harry i zagryza wargę, gdy jego przyjaciel lekko szturcha go w ramię!)

- Przepraszam, zamyśliłem się – tłumaczy lokaty, a Louis tylko chichocze.

(A jego chichot jest jak spełnienie marzeń, myśli znów Harry, posyłając starszemu sztuczny uśmiech).

- Coś nie tak? - pyta Louis, bo cholera, przecież zna go zbyt dobrze. - Ostatnio dziwnie się zachowujesz.

Harry zaczyna panikować od wewnątrz. Cholera,cholera,cholera.

- Po prostu mam trudny test z anglika... i no wiesz.. - kłamie, mając nadzieje, że Tommo to kupi.

- Harry, jesteś najlepszy z tego przedmiotu w całej budzie! - śmieje się, ale podnosi tyłek z podłogi. - Muszę już iść, widzimy się po lekcjach, w porządku? Cokolwiek zaprząta Twoją głowę, zrzuć to, Cupcake. - posyła mu ostatni uśmiech i odchodzi, a Harry szczerzy się jak idiota.

Nie dość, że nie uwierzył to jeszcze użył tego pieszczotliwego przezwiska, które wymyślili podczas wypadu na namioty kilka lat wcześniej. Jest niesamowicie, a jednocześnie tak do dupy, że Harry czuje się wewnętrznie rozdarty, a to nie sprzyja jego powrotom do domu...

Nie sprzyja ani trochę.

~*~

Kolejne kilka dni mijają jak zawsze – Louis wciąż jest nieświadomy tego, co się dzieje, a Harry upaja się chwilami spędzonymi w jego towarzystwie, bo przecież to jest to, co robią zakochane osoby, spędzają ze sobą czas. I mimo że nie do końca jest tak, jak sobie wymarzył, a jego najlepszy przyjaciel nie odwzajemnia uczucia, to wciąż są tu razem, a Harry naprawdę stara się doceniać małe rzeczy.

Siedzą przytuleni pod drzewem, gdy Harry myśli, że mógłby spróbować pocałunku z chłopakiem i przekonać się, czy na serio go kręcą, czy to tylko jakiś wybryk hormonów, mimo wszystko Harry nie widzi w tej pierwszej opcji nic złego, chciałby mieć chłopaka, tak naprawdę chciałby mieć Louisa, ale próbuje nie wnikać w szczegóły zbyt mocno.

- Powiesz mi co się dzieje, czy mam to wyciągnąć z Ciebie siłą? - pyta Louis i Harry myśli, że to już koniec. Zaraz go odkryje i znienawidzi.
- Boo... - jęczy Harry i układa głowę na jego ramieniu. - Wszystko jest w porządku. - znów kłamie, a może tak naprawdę mija się z prawdą, myśli. - Po prostu ostatnio nie czuję się najlepiej.
- Harry, masz piętnaście lat, powinieneś czuć się dobrze! - Louis podnosi głos, ale nie ze złości, raczej ze zmartwienia i Harry to wie. - Hej, spójrz na mnie. - I Harry patrzy, a źrenice przyjaciela skupiają się na jego. - Obiecaj mi, że jeśli będzie się coś nie tak to po prostu mi powiesz. - bierze w dłonie jego twarz, a Loczek marzy, by nigdy ich nie zabierał.
- Dobrze, Louis. - mówi smutno w pełni świadomy, że to i tak nie będzie miało miejsca. Nie może mu powiedzieć, jak bardzo go kocha, a tym bardziej nie może powiedzieć mu o gorzkich powrotach do domu. Nie chce stracić swojego przyjaciela, nigdy na to nie pozwoli. To Louis jest jedyną siłą, jaka trzyma go jeszcze przy życiu. Gdyby nie on, prawdopodobnie Harry'ego nie byłoby już tutaj. Wie to i nie może sobie pozwolić na kolejną stratę.
- Tak... chodź tu – łapie go za biodro i chce przyciągnąć bliżej, ale cichy pisk opuszcza usta młodszego i Louis nie ma pojęcia, co do cholery się dzieje. Patrzy tylko z otwartą buzią, jak Harry zabiera swoje rzeczy i ucieka w stronę przystanku autobusowego. Chce wstać, ale nie potrafi, nie może, coś go blokuje, więc pozwala przyjacielowi odjechać, a sam opiera głowę o drzewo i zastanawia się, co zrobił źle, że Harry zareagował tak drastycznie.

Próbuje przypomnieć sobie ostatnie tygodnie i dochodzi do wniosku, że piętnastolatek zachowywał się inaczej niż zwykle, był jakby ostrożniejszy, mniej mówił, ciągle siedział zamyślony, a co najciekawsze, odmówił wspólnego nocowania, czego nigdy dotychczas nie robił.

Jest źle i Louis już wie, że coś definitywnie nie gra. Zakłada plecak i biegnie w stronę domu, by wyrzucić z siebie trochę emocji. Postanawia dać młodszemu czas, a gdy jutro spotkają się przed szkołą, zapyta o wszystko i na pewno wyjaśnią każdą kwestię. Tak, taki jest plan. Ma nadzieję, że tym razem Harry mu nie ucieknie.

I plan byłby idealny, gdyby nie to, że następnego dnia jego przyjaciel nie pojawia się w ich umówionym miejscu. Louis jest zawiedziony lub smutny, sam nie wie, jak opisać te uczucia, ale to z pewnością nic dobrego. Chce opuścić lekcje, ale przypomina sobie o niezaliczonym teście z francuskiego i ze spuszczoną głową wchodzi do budynku szkoły.

Mniej więcej w tym samym czasie, Harry zrywa się z łóżka i zdaje sobie sprawę, że zaspał. Prędko wyszukuje ubrania, wyrzucając połowę szafy, która i tak prosi się o uporządkowanie, po czym zamyka się w łazience i wyciąga puder swojej zmarłej tragicznie siostry, by zapudrować siną szyję. Wie, że musi, inaczej nie będzie mógł pokazać się w szkole. W duchu dziękuje Gemmie, że miała go tak dużo i może to nie na miejscu, ale uśmiecha się do niej i ma nadzieję, że Ona także to robi.

Poprawia włosy i schodzi na dół, gdzie zastaje podpitą matkę, próbuje ją wyminąć, gdy ta wymierza mu mocny policzek. Syczy głośno i patrzy na nią pytającym wzrokiem, przez co ona wybucha histerycznym śmiechem. Chłopak jest o krok od płaczu, ale postanawia nie dawać jej satysfakcji i odchodzi w stronę drzwi. Niestety nie udaje mu się ich otworzyć, bo czuje na swoich włosach jej palce. Mocno szarpiące jego drobne loki.

- Mamo, mamo, p-przestań – płacze, gdy ta ciągnie go na dywan w salonie. - p-proszę! - jednak ona nie ma litości, kopie go lekko w brzuch, ale Harry i tak czuje, że zaraz eksploduje.
- Jesteś takim gówniarzem, Harry – warczy kobieta i odpala papierosa – niczego Cię nie nauczyłam ty pierdolony gówniarzu – dodaje, a chłopak nie wstrzymuje już łez.
- Mamo, proszę, chcę iść do szkoły – błaga chłopiec, mimo że zdaje sobie sprawę, iż to nic nie da. Czuje w jej oddechu odór alkoholu zmieszany z dymem tytoniowym. Chce mu się wymiotować. I sam nie wie, czy to z powodu zapachu, czy może z nerwów.
- Niczego Cię kurwa nie nauczyłam! - krzyczy kobieta i uderza z całej pięści w jego klatkę piersiową. Harry mógłby jej oddać, ale jest gentlemanem, nie bije kobiet, nie bije własnej matki. Mógłby się bronić, ale kolejny cios w ramię, unieruchamia go na podłodze.
- P-proszę – jego głos jest już znikomy, bo łzy, które połyka uniemożliwiają jakiekolwiek wypowiedź.
- Chcesz iść do szkoły i patrzeć na tego skurwiela, Tomlinsona! - syczy podle, a oczy Harry'ego się rozszerzają.
- Myślisz, że nie wiem? Jestem taka głupia, że nie widzę, jak pedalski jesteś? - śmieje się głośno.
- Czytałaś mój pamiętnik... - mówi cicho, ocierając policzki ze słonej cieczy.
- Czytałam i spaliłam – fuka kobieta, a Harry może przysiąc, że jej nienawidzi, choć wcale nie powinien, jest przecież jego matką.
- Jak mogłaś! - krzyczy, czego prędko żałuje, bo kobieta wyciąga gruby pas i wykorzystuje go na gładkiej skórze chłopaka.

Harry płacze i krzyczy wniebogłosy, i już naprawdę nie wie, co ma zrobić, chce po prostu umrzeć, bo nie ma pojęcia, jak długo będzie jeszcze w stanie to wytrzymać. Zagryza policzki od środka i czuje metaliczny smak krwi rozprzestrzeniającej się w jego jamie ustnej.

- Jesteś najgorszym dzieckiem, jakie miałam! Beznadziejny, głupi gówniarz – oświadcza kobieta i przechyla butelkę, po czym kopie Harry'ego po raz ostatni, pluje na jego twarz i każe mu się wynosić.

Gdy Harry leży już na łóżku w swoim pokoju, nie może uwierzyć, jakim cudem udało mu się do niego dotrzeć. Jest cały siny i zakrwawiony, a jego oczy opuchnięte. Twarz pokrywają drobne białe plamki, które zawsze wyskakują mu po płaczu i cholera, naprawdę marzy, by zasnąć i już się nie obudzić. Chce mu się ogromnie pić, ale z powodu bólu nie potrafi wstać z łóżka, nawilża usta śliną i wyciąga telefon z kieszeni.

Przez chwile myśli, że napisze do Louisa, ale potem przypomina sobie swoją obietnicę. Nie może go stracić. Wchodzi na Twittera, gdzie jest anonimowy i może napisać wszystko. Ma na ikonce Johna Mayera, swojego ulubionego wykonawcę i jest szczęśliwy, że na tym portalu ludzie nie oceniają go tak, jak robią to jego bliscy.

Przez kolejne pół godziny wylewa swoje wszystkie emocje w krótkich postach i jest mu trochę lżej, ale wciąż nie tak jak powinno, wie to doskonale.

Zasypia zapłakany i obolały, i ma nadzieję, że gdy się obudzi będzie ze swoją siostrą.

~*~

Louis wraca do domu, po całym dniu w szkole i jest mu przykro, że nie otrzymał od Harry'ego żadnej wiadomości, mimo że sam wysłał mu co najmniej cztery, a może i sześć. Próbuje zignorować to zjadające go od środka uczucie i siada przy komputerze, przepraszając mamę za brak apetytu.

Błądzi po facebooku i myspace, mając nadzieję, że może tam jego przyjaciel zostawił choćby krótką wiadomość, ale ponownie się myli, zatrzaskuje więc laptopa i podpiera ręce na łokciach. Patrzy bezmyślnie przez okno, gdy przypomina sobie, że lokaty wspominał kiedyś coś o jakimś portalu z ptaszkiem. Wyszukiwarka pomaga mu w 0,39 sekundy i to chyba pierwszy sukces tego dnia. Odnajduje Twittera, gdzie prędko zakłada konto i zaznajamia się z instrukcją. Nie pisze nic, próbuje znaleźć konto Harry'ego, ale po dwudziestu minutach zdaje sobie sprawę, że to nie takie proste. Klika w wyszukiwarkę coś w stylu 'nie idę do szkoły' i przegląda każdy profil, z którego w przeciągu ostatnich kilku godzin wysłano taką treść.

Po godzinie jest znudzony i jeszcze bardziej zmartwiony, i już ma wyłączyć stronę, gdy jego wzrok przykuwa John Mayer, a raczej jego zdjęcie na ikonce jakiegoś użytkownika.

To nie może być to, myśli, ale klika na obrazek, który prędko przenosi go na profil jakiegoś chłopaka.

Nie idę dzisiaj do szkoły, nie mogę...

Moje życie nie ma sensu.

Naprawdę chciałbym to skończyć, ale jest ktoś kogo kocham.

Louis czyta z zainteresowaniem, wciąż szukając czegoś, co potwierdzi jego myśli.

On jest cudowny i ma pięknie niebieskie oczy, zrobiłbym dla nich wszystko.

Ma idealne francuskie imię...i cholera, jestem taki ckliwy.

Nie mogę się ruszać, nienawidzę jej...

Chciałbym umrzeć... moje ciało boli, nigdy nikt mnie tak nie upokorzył.

Chciałbym mieć kochającą mamę.

Chciałbym móc powiedzieć Louisowi prawdę i nie bać się, że mnie znienawidzi...

To tyle, ile potrzebuje Louis.

Zrywa się z krzesła i przepraszając mamę, wybiega z domu. Wie, że coś jest nie tak. I cholera, ma ochotę zapaść się pod ziemię, że musiał to przeczytać w Internecie. Powinien wiedzieć, powinien wiedzieć, że Harry ma problemy.

Dobiega do jego domu szybciej niż zwykle. Naciska na dzwonek, ale nikt mu nie otwiera. Wchodzi do środka i zastaje okropny bałagan. Sprawdza salon i kuchnię, ale nie znajduje nikogo. Gdy dociera do drzwi Harry'ego, przełyka ciężko ślinę i naciska klamkę. Widok, jaki zastaje, łamie mu serce.

- Cholera, Haz – mruczy pod nosem, gdy podbiega do chłopaka i siada obok. - nic Ci nie jest?

Harry otwiera oczy i czuje, że to właśnie koniec. Nie może się ruszyć, więc milczy. Louis wciąż na niego patrzy, a jego wzrok jest pełen współczucia.

- Haz...dlaczego mi nie powiedziałeś? - podaje mu rękę i pomaga usiąść, mimo bólu, jaki wypisuje się na twarzy piętnastolatka.
- Przepraszam, jestem beznadziejny – powtarza słowa swojej matki i spuszcza głowę.
- Nigdy tak nie mów – Louis klęka przed nim i łapie jego porozcinane dłonie w swoje ręce. - jesteś najcudowniejszą osobą na świecie, hej..proszę, nie smuć się.

Harry płacze z bólu i Louis prosi aby położył się jeszcze na chwilę, a sam podaje mu wodę i wyciąga z szafy jego torbę na ubrania.

- C-co Ty robisz?
- Nie zostaniesz tu ani minuty dłużej.

I Harry choćby chciał, nie ma siły protestować.

Jadą taksówką do domu Louisa i Harry nie wie, co będzie dalej, ale teraz jest bezpieczny, i bardzo mu się to podoba.

~*~

Louis siada na łóżku, gdzie kilka minut wcześniej posadził Harry'ego i lekko obejmuje go ręką., Chce powiedzieć tak wiele, chce przeprosić, że nie zauważył, ale nie wie od czego powinien zacząć, więc milczy. Harry lekko drży, więc starszy nakrywa go kocem, na co chłopak reaguje jękiem i przerzuca materiał także na jego nogi. Louis się uśmiecha.

- Harry...
- Przepraszam, że Ci nie powiedziałem... - przerywa mu chłopiec – powinienem, ale bałem się, że nie będziesz już chciał mnie znać.. i ja.. przepraszam -
- Harry, to nie Twoja wina – odzywa się Louis – to ja powinienem był zauważyć, że coś nie gra, to ja jestem złym przyjacielem...
- Nie jesteś – mówi Harry, a malinowe usta Louisa układają się w piękny kształt i jedyne, o czym teraz myśli to pocałujgopocałujgo.
- Chciałbym abyśmy nie mieli przed sobą żadnych tajemnic, hm? - proponuje siedemnastolatek, a Harry kiwa głową w zgodzie.
- Przepraszam, że Ci nie powiedziałem o moich rodzicach... nie wiem, co wstąpiło w moją matkę, nigdy taka nie była, czasem mnie uderzyła, ale..nigdy tak – odkrywa koc i patrzy na swoje sine ciało. - To okropnie boli, Lou – zaczyna płakać, a starszy chłopak nie wie, jak się zachować, więc jedyne co robi to przyciąga go do uścisku i delikatnie gładzi jego plecy.
- Już jesteś bezpieczny... nigdy nie pozwolę Cię skrzywdzić...nigdy więcej. - mówi Louis i wie, że tak będzie. Dotrzyma słowa, choćby nie wiem co.
- Jest jeszcze coś...
- Tak? - Louis patrzy na niego z ciekawością, bo cholera, te tweety, które przeczytał. One muszą coś znaczyć.
- Ale najpierw Ty musisz wyznać jakąś swoją tajemnicę. - mówi poważnie Harry, a Louis wertuje wspomnienia.
- W piątej klasie narysowałem Twój portret i powiesiłem sobie nad łóżkiem – odpowiada i może zauważyć, jak oczy Harry'ego się rozjaśniają.
- Poważnie?
- No jasne, mam go do dzisiaj – Louis całuje go w głowę i chłopiec nie jest już niczego bardziej pewny niż tego, że kocha go całym sercem. - pozwolisz żebym posmarował Twoje siniaki? - pyta niepewnie.
- Lou...
-Tak?
- Po prostu...pozwól mi pokazać..
-Co? - pyta zdezorientowany siedemnastolatek, ale nie dostaje już odpowiedzi – a może dostaje coś lepszego – bo usta pobitego chłopca delikatnie napierają na jego własne i przez kilka pierwszych sekund Louis jest w szoku, ale potem odwzajemnia pocałunek i wszystko jest takie... magiczne.

Odrywają się od siebie, a na policzki Harry'ego wpływają rumieńce. - Przepraszam, ja.. – szepcze, ale Louis przyciąga go do kolejnego pocałunku i to jest wszystko, czego potrzebują.

I to jest odpowiedź na wszystkie pytania.
Rozwiązanie na każde zmartwienie.
Mają siebie, miłość i całą przyszłość, by być razem.
Harry definitywnie się na to pisze.
I Louis także.

Tego wieczoru Harry loguje się jeszcze raz na swoje konto na Twitterze, a Louis niespodziewanie przejmuje jego telefon, po czym wpisuje krótką wiadomość.

„Louis i Harry. Na zawsze razem.”

- Pocałuj mnie, Boo.
- Twoja kolej, Głuptasie.

I Harry nie może nic poradzić. Wdrapuje się ostrożnie na półnagie ciało swojego chłopaka, by skraść z jego ust ostatni pocałunek, po czym splata ich nogi ze sobą i zasypia, słuchając bicia serca siedemnastolatka, w którym zakochał się bez pamięci.

Ze wzajemnością.



Rozdział 9. - Green tea






 Od autorki: Jestem z dziewiątką! Napiszcie, czy Wam się podoba :) Dziękuję za wsparcie i za masę wyświetleń! ♥♥♥

 Link do masterposta: KLIK

Harry myśli przez chwilę, po czym w jego oczach pojawia się iskra zrozumienia. 

- Mówiłeś… wspominałeś kiedyś o nerce, oddałeś ją...oddałeś ją mi… - mówi cicho, ale Louis jest pewien, że mikrofon wyłapał każdy szczegół.

Harry! - ma łzy w oczach, ale to nie jest ważne, kiedy młodszy przytula go ciasno, szepcząc jak bardzo jest wdzięczny za uratowanie jego życia. A to, że kamera wciąż wściekle rejestruje każdy ich ruch i każde słowo… nie ma żadnego znaczenia. Przynajmniej nie w tym momencie.

Louis pozwala emocjom opaść, gdy słyszą upomnienia adwokata. I nawet jeśli pozostała trójka uważa to za cudowny zbieg okoliczności, nie mówią nic poza prośbą o kontynuowanie przesłuchania. Harry się wzdryga.

Kolejne kilka godzin upływa na opowieściach skrzywdzonego chłopca. Nie szczędzi detali w żadnej z nich, przez co Louis jest wyraźnie zdegustowany. Nie słowami Harry'ego, ale tym, czego dokonali mężczyźni w jego życiu. Jest dużo krzyku i łez. Jest też zdziwiony Louis. Głównie tym, że Harry wciąż dopuszcza go do siebie. To wydaje się być czymś wyjątkowym i Louis jest pewny, że tak właśnie jest.

Kiedy spotkanie dobiega końca, rozmawia jeszcze chwilę z prawnikiem, podczas gdy jeden z lekarzy podaje Harry'emu lek na uspokojenie. Louis nie jest całkowicie za tym, mógłby przecież ukoić nerwy chłopca tuląc go do swojej piersi, ale żaden z obcych tego nie wie, więc niespecjalnie ich wini. Adwokat obiecuje, że skontaktują się z nim, jak tylko sprawa ruszy dalej. Wspomina także o zeznaniach Gemmy Styles. Louis ma nadzieję. I ma zamiar się trzymać jej kurczowo do samego końca, bo nachodząca go coraz częściej myśl o kupnie lub wynajęciu mieszkania z Harrym nie odejdzie tak łatwo.

Kiedy odprowadza Harry'ego do jego pokoju, chłopak jest senny. Louis nie lubi go w takim stanie, ale wie, że sen jest lekiem na większość dolegliwości. Nakrywa go puchatą kołdrą, całuje w czoło i wychodzi chwilę po tym, jak powieki Harry'ego opadają. Ma cudowne uczucie, dudniące o ścianki jego serca - uratował komuś życie. A tym kimś jest Harry, jego chłopak.

Z uśmiechem wchodzi do gabinetu. Nie słyszy nawet pytań Liama, kiedy stawia wodę na herbatę i wyciąga brązowy cukier, by wsypać go do cukierniczki, gdzie resztki słodyczy zaczęły powoli zasychać.

- Louis, jesteś nieobecny. Co się stało? 
- Co?
- Pytam... - kaszle sucho - zielona herbata? Co z Harrym?
- Będzie z nim dobrze. Śpi. Murs podał mu coś z efektem nasennym.
- Och... pozwoliłeś?
- Uratowałem mu życie, Liam, to byłem ja... - uśmiecha się, a łza spływa mu po policzku.
- Co? - Liam marszczy brwi. - Dobrze się czujesz? Jesteś pewny, że nie wstrzyknęli tego Tobie? - mówi pół serio, pół żartem.
- Co? Nie! Mówię o nerce, oddałem mu nerkę.
- Harry'emu? - pyta, a Louis tylko na to czekał. Przez kolejną godzinę opowiada o tym, co stało się pięć lat temu, nie szczędzi głośnych okrzyków i dumnych wyznań. Nie może przestać mówić nawet, gdy do pomieszczenia wchodzi kilka innych lekarzy. Jest tak cholernie dumny z tego przeznaczenia.

Kiedy nadchodzi koniec jego zmiany, prosi Liama o nocny dyżur. Chce tylko pojechać do domu, wziąć prysznic i zapewnić mamę, że wszystko jest w porządku. Payne nie ma serca odmówić mu, po tym, jak Harry był cały dzień pod presją, przez co Louis wjeżdża właśnie na podjazd swojego domu. Fizzy siedzi w oknie, jakby na kogoś czekała.

- Louis! Jesteś! - cieszy się i przytula go, jakby nie widzieli się dobre kilka lat.
- Coś się stało? - martwi się, ale żadna zła wiadomość nie przychodzi.
- Nie, ale Reece miał mnie zawieźć do kina i się spóźnia - jęczy przeciągle.
- Mogę to zrobić, ale daj mi chwilę na prysznic, podrzucę Cię w drodze do szpitala.
- Masz nocny dyżur?
- Tak jakby, tak, zamieniłem się z Liamem - wrzuca brudne rzeczy do kosza na pranie, gdy Jay wchodzi do pralni.
- Czy ja słyszałam coś o nocnym dyżurze? - pyta i całuje Louisa w czoło.
- Mamo...
- To Harry, nie? Chcesz tam być z nim. - mówi prosto Lottie, która od kilku minut opiera się o jeden z filarów. - Kiedy ja się tak zakocham?
- Przestańcie, jadę do pracy.

Jay puszcza Lottie oczko, a ta wychodzi. Fizzy krzyczy, że będzie czekać na dworze, więc Louis zostaje sam ze swoją troskliwą mamą.
- Jak on się ma?
- Myślę, że powinnaś jutro przyjść, to go odciągnie od myślenia. Mogłabyś wziąć Doris i Ernesta? - pakuje swoją torbę, nie patrząc Jay w oczy.
- Tak, to brzmi świetnie. Ucieszą się. Czy z Harrym na pewno dobrze?
- Nie, mamo... i długo nie będzie. Teraz jest na lekach, ale...
- Rozumiem - przytula - jestem tu dla Ciebie, w porządku? - Louis prawie płacze, ale potem przypomina sobie to.
- Mamo, oddałem mu nerkę.
- Słucham? - Jay się wzdryga - Ale Louis...masz tylko jedną.
- Oddałem nerkę. Tym chłopcem był Harry.

Jay zamiera, a potem na jej usta wpływa ogromny uśmiech. - Jutro, jak wrócisz i odeśpisz, musisz mi koniecznie wszystko opowiedzieć, dobrze? -  przytula ją mocno, roniąc kilka łez, nawet jeśli żadne z nich o tym nie wspomina. Jay prosi, by poczekał i przygotowuje tosty z nutellą i masłem orzechowym, po czym starannie zawija w sreberko. - Osłodź mu trochę ten wieczór - pakuje je Louisowi, a ten posyła jej w podziękowaniu uśmiech.

~*~

Jest około trzeciej nad ranem, gdy Louis sprawdza, czy Harry nadal śpi. Lek powinien powoli ustępować i lekarz nie chce, by jego pacjent czuł się przytłoczony, gdy obudzi się sam. Wchodzi na palcach i siada na białym krzesełku. 

- Nie śpię... - odzywa się Harry i jego głos jest, Louis nie wie, nie wie nawet jak mógłby to opisać. Natychmiast się podnosi i chce usiąść obok niego, ale ten blokuje jego ruch. - Nie...nie musisz. Wiem, że się mnie brzydzisz. - I to uderza Louisa podwójnie. Stoi zamroczony i patrzy w spłakane oczy chłopca, któremu oddałby wszystko, nawet serce, myśli.

- Co? - jest jednak jedynym, co opuszcza jego usta. - Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz. - dodaje po chwili, a Harry nie wydaje się uwierzyć. Mimo wszystko zabiera rękę i teraz Louis może owinąć wokół jego ciała swoją własną.

- No, dalej. Jestem tutaj, tak jak obiecałem Ci być. I nigdzie się nie wybieram.

- Ale, Louis...

- Nie ma żadnego ale. Wiesz, mogłeś mi to wszystko wcześniej powiedzieć i nie zmieniłbym zdania, co do nas. To nie ma znaczenia. Cóż, ma, ale nie takie, jak sądzisz. Chcę sprawiać, że zapomnisz o tym choć na kilka minut, chcę sprawiać, że będziesz szczęśliwy. I wiesz co? - Harry patrzy na niego jak na najpiękniejszy obraz świata. W jego kącikach zbierają się łzy i choć mrok spowija pokój, Louis może dostrzec, jak z ledwością utrzymują się nieporuszone.

- Pamiętasz, jak powiedziałem Ci, że Cię naprawię? Tak naprawdę nie muszę, bo nigdy nie byłeś zepsuty. Wystarczyło przyznać, jak bardzo Cię kocham.

Harry zamyka oczy, a po jego policzkach spływają słone krople. Louis czuje jakby coś zniszczył, ale chwile później posiada na swoich wargach usta młodszego i nic, nawet gwiazdy letnią nocą, nie mogłyby być piękniejsze. Nie potrzebuje odpowiedzi Harry'ego w formie słów. To, co najlepsze, już dostał i ma zamiar o to dbać do końca swoich dni.

Tosty z nutellą i masłem orzechowym definitywnie dodają temu wieczorowi słodkości. 

~*~

Następnego dnia panuje chaos. Jest rano, gdy Leigh Anne potrząsa ramieniem Louisa, który zasnął na lekarskiej kanapie.
- Co się dzieje? - szepcze pół-spiąco, gdy lekarka nie daje za wygraną.
- Louis, ewakuujemy szpital, czujniki przeciwpożarowe wyczuły dym. 
- Co? Pali się? - jęczy, mając nadzieje, ze tylko żartuje, jednak wyraz jej twarzy wskazuje na coś zupełnie innego. - O, kurwa! 
- Zbierz swoich podopiecznych i udajcie się do lewego skrzydła, strażacy już działają.
- Gdzie Liam?!
- Poszedł zlokalizować źródło zapłonu. Powiedział, że wyjdzie ze szpitala, jak ostatni pacjent opuści nasz oddział, ruchy!

Louis biegnie co sił w nogach i wzywa wszystkich do zbiórki w wyznaczonym miejscu. Niall trochę narzeka, a Taylor wraca się po swoją gitarę, ale większość osób po prostu go słucha. Wpada do pokoju Harry'ego i prosi, by szybko wziął Dusty na ręce.

- Co się dzieje? Czy to ćwiczenia pożarowe? - pyta chłopak, ale Louis kręci głową.
- To wszystko, tylko nie ćwiczenia, kochanie, musimy iść - łapie go za rękę, a Harry mógłby przysiąc, że czuje zapach dymu. - Czy to nie z pokoju Zayna? - pyta, ale Louis podnosi kota i wyprowadza tę dwójkę w bezpieczne miejsce. Kiedy grupa strażaków prowadzi ich do wyjścia, Louis dostrzega, że Harry miał rację. Zayn! 
- Wrócę po niego, został na oddziale - mówi, ale Harry jest przeciwny.
- Nie możesz, Louis, to niebezpieczne!
- Ale to Zayn, obiecuje, że nic mi nie będzie, idź z resztą. Spotkamy się pod budynkiem. Słowo - przytula go szybko. W panującym z każdej strony rozgardiaszu nie ma możliwości, by ktoś zwrócił na nich uwagę. Przynajmniej tak myślą.

Louis biegnie z powrotem na piętro, rezygnując z wzięcia windy. Cokolwiek to jest, nie chce zostać uwięziony podczas katastrofy, tym bardziej pożaru. Puka do drzwi Zayna, co może wydawać się w tej sytuacji niedorzeczne, jednak nawyki łapiemy bardzo szybko. Kiedy nikt nie odpowiada wchodzi do środka. Cały pokój jest zadymiony i Louis już ma krzyczeć, gdy widzi, jak Zayn odpala fajkę wodną.

- Co do chuja?! - mówi, a ten marszczy brwi. - Ścisz, kurwa, tą muzykę, jest alarm! Przeciwpożarowy!
- Co mówisz? -krzyczy Zayn i zaciąga się. Przyjemny zapach rozchodzi się po pomieszczeniu.
- Zayn, kurwa - Louis odłącza magnetofon - cały szpital ewakuowano - mówi cicho, ale poważnie, choć chce mu się śmiać. No przecież...
- Nie... - Zayn zamiera, po czym patrzy na fajkę wodną, na Louisa i znów na fajkę wodną. - Jak bardzo mam przejebane? - próbuje otworzyć okno, ale jego dłonie drżą. 
- Uspokój się, jestem pewien, że Liam jakoś to załatwi.
- Co ja? Dlaczego wciąż tu jesteście? - odzywa się ordynator, stojąc już w pełnej gotowości do ewakuowania nawet kosmosu, jeśli zagrażałoby to życiu jego oddziału. W pomieszczeniu nastaje cisza. Zayn nie patrzy już na nikogo, nawet nie próbuje ukryć unoszącego się dymu. Liam zaczyna rozumieć, myśli Louis i mało nie płacze ze śmiechu, widząc jego minę,

- Skąd to masz? - jest pierwszym, o co pyta, ale Zayn milczy.
- Skąd on to ma? - zwraca się teraz do Louisa, brzmi na zdenerwowanego. 
Louis unosi ramiona. - Nie mam pojęcia, przecież mu tego nie dałem, wiem, o czujnikach! - bulwersuje się na myśl, że Liam go oskarża.
- Więc kto? Zayn, przez Twoją głupią zabawę cały ośrodek poniesie szkody. Ewakuowano ponad 300 osób! - krzyczy, a wtedy do pomieszczenia wchodzi jakiś strażak. Rozmawia z Liamem przez chwilę, podczas gdy Louis próbuje uspokoić winnego. Bezskutecznie.

~*~

- Więc to Zayn wzniecił pożar? - pyta Harry, kiedy kilka godzin później pozwalają im wrócić do swoich pokoi. Louis przytakuje i pomaga Harry'emu zapiąć sweter. 
- Nie do końca pożar - poprawia się Louis - wszedłem tam, a on palił fajkę wodną - mówi zwyczajnie, a Harry się wzdryga. - Liam chce go teraz za to ukarać, ale ten nie chce powiedzieć, jak ją zdobył. Nawet mi. - śmieje się.  - To było nawet zabawne, Peterson jest wściekły, ale odkryli jakieś nieszczelne rury, dzięki czemu mogą to naprawić zanim usterka się powiększy. Szczęście w nieszczęściu. - komentuje.
- Um, Louis? - mówi Harry, gdy ciągnie go na bujany fotel. - To moja wina.
- Co Ty mówisz, kochanie? Nawet Cię tam nie było.... - nie próbuje nawet zrozumieć.
- Ja... dałem mu tę fajkę - krzywi się, mając nadzieję, że Louis się nie zdenerwuje.
Milczą przez chwilę, po czym Louis wybucha śmiechem.
- Poważnie? Harry, przecież wiesz, że tu są czujniki!
- Ale... dostał ją na urodziny, miał korzystać, jak wyjdzie. Może...to była chwila słabości? Każdy je ma. - szepcze, czując się winnym.
- Hej, wszystko dobrze, nie martw się tym.
- Ale szpital...
- Mają na to fundusze.
- Jestem głupi - mówi smutno, a Louis głaszcze go po plecach. 
- Nie jesteś. Chcesz o tym porozmawiać?
- O czym?
- O tym, co Cię trapi.
- Skąd...
Louis całuje jego skroń. To jakby rozwiązuje mu język.
- Czuję, że Cię zawiodę...
- Dlaczego tak myślisz? Nie sądzę, byś mógł. - odpowiada szczerze Louis.
- Co jeśli nie wyjdę tak szybko? Nie możesz żyć z kimś, kto jest...
- Nie chcę nikogo innego, więc cóż, będę żył. - mówi szorstko - przepraszam, po prostu... mógłbyś we mnie uwierzyć? Wiem, że wiara w samego siebie to trudna sprawa, ale spróbuj uwierzyć chociaż we mnie.
Harry przytakuje niemo. Nie zdąża jednak odpowiedzieć, bo do pokoju ktoś wchodzi. Początkowo ogarnia ich panika, a Harry zeskakuje z kolan Louisa, jednak kiedy słyszy chichot dzieci, wie, że to rodzina jego chłopaka.

- Mamo, dotarliście! - cieszy się Louis i zaprasza ich bliżej. Harry ma w kącie postawiony stolik i cztery krzesła. Jay kładzie torby na jednym, po czym pochodzi do nich bliżej.
- Harry, to moja mama, mamo to Harry, te dwa urwisy to Doris i Ernest - przedstawia ich sobie, gdy maluchy próbują okiełznać Dusty.
- Bardzo miło Cię poznać, Harry, słyszałam o Tobie wiele dobrego - mówi Johannah, a Harry się zawstydza.
- Panią również, bardzo dziękuję.
- Mów mi Jay, czuję się wtedy bardziej cool. - żartuje, a on nie wie, czy powinien się śmiać.

Louis proponuje, że przyniesie herbatę, więc wychodzi na chwilę, głaszcząc uprzednio plecy Harry'ego w celu dodania mu otuchy. Jay nie jest nachalna, obserwuje zabawę swoich dzieci, wymieniając z Harrym małe uwagi.
- Louis zawsze chciał mieć dużo dzieci, mam na myśli - urywa - nigdy dotąd nie spotkał właściwej osoby, ale lubi dzieci..
- Ja...um - rozważa przez chwilę, czy powinien być tak bardzo szczery z matką Louisa i czy to nie powinna być jego decyzja, by ją o tym poinformować, ale to wypływa nagle - ja...mam dziecko... Nazywa się Rosie Anne. - mówi smutno.
- Och... ale jesteś taki młody? - mówi zdziwiona Jay i wtedy Harry postanawia po raz pierwszy z własnej woli opowiedzieć komuś swoją historię.

Kiedy Louis wraca, Harry jest wtulony w jego mamę i cicho pochlipuje. Jego oczy są zamknięte, ale łatwo stwierdzić, że daleko mu do zaśnięcia. Tomlinson posyła tylko mamie pytające spojrzenie, gdy ta niemo każde mu być cicho. Rozmawia więc z Ernestem i Doris o ich dniu w przedszkolu. Nie wie, co tak naprawdę się stało. Kiedy kilka godzin później odprowadza swoją rodzinę do wyjścia, rodzicielka szepcze mu coś na ucho.

- Myślę, że brakuje mu mamy. Będę przychodzić częściej. 

 I Louis nie mógłby jej kochać mocniej, niż robi to właśnie teraz.

~*~

Mija kilka tygodni. Sytuacja w klinice wydaje się poprawiać, nawet dyrektor jest zadowolony z prac remontowych jakie poczyniono. Liam przebywa obecnie na urlopie, a Louis zastępuje go w podstawowych obowiązkach, co oznacza tyle, iż jest w szpitalu dwadzieścia cztery godziny na dobę. Inni lekarze mu współczują, jednak oni nie wiedzą, że ma powód do bycia tutaj tak często.

Jego powodem jest Harry. Harry, który kilkanaście dni po przesłuchaniu, jakie odbyło się w towarzystwie lekarzy z ministerstwa, jest w stanie rozmawiać o swoim życiu bez napadów paniki. I nawet jeśli Louis nie przypisuje sobie tego sukcesu, młodszy wie, że to dzięki niemu. Dzięki niemu i jego mamie, która odwiedza go w każdej wolnej chwili. Przeważnie wtedy, gdy Louis nie może lub jest zajęty innymi obowiązkami w pracy, bo cóż, ma przecież też innych pacjentów. Harry to rozumie i nie jest na niego zły. Marzy o tym, by też pewnego dnia spełniać się w swojej wymarzonej pracy. I nawet jeśli pewnego razu napomyka o tym Jay, ta obiecuje zachować to w tajemnicy.

- Cześć, jesteś Harry, prawda? - niska blondynka o brązowej karnacji wychyla się zza drzwi. - To musisz być Ty, w takim kimś mógłby zakochać się mój brat - wchodzi nie czekając na potwierdzenie i Harry musi przyznać, ma w sobie coś z Louisa.
- Jesteś Lottie - mówi, po czym posyła jej uśmiech. - Wiele o Tobie słyszałem. - podaje jej rękę, a ona odwzajemnia gest.
- Chciałam Cię w końcu poznać osobiście, moja rodzina zwariowała na Twoim punkcie - żartuje, przez co Harry nieznacznie się rumieni.
- Twoja rodzina jest dla mnie bardzo miła, nigdy nie będę mógł się odwdzięczyć... - urywa, bo drzwi uchylają się po raz kolejny i do pokoju wchodzi Louis.
- Cześć, kochanie - mówi, patrząc w swój notes - Lottie? Co tu robisz?
- Tak wita mnie mój kochany brat - jęczy dziewczyna. - Urwałam się ze szkoły, nie mów mamie.
- Lotts!
- Chciałam poznać Harry'ego, winisz mnie? Po tej sesji rozmów w sobotę... - Louis zasłania jej usta, a Harry nagle staje się bardziej ciekawy niż kiedykolwiek dotąd.
- Rozmów?
- Rozmawialiśmy tylko o tym, że jesteś cudowny - całuje go miękko, na co Lottie wydaje dźwięk obrzydzenia. 
- Przyniosłam Ci kilka magazynów o modzie, w jednym z nich jest też wywiad z Zoellą!
- Z Zoellą? - piszczy Harry  - uwielbiam ją!
- Naprawdę?! Ja też! - śmieje się Lottie, a Louis przewraca oczami i zostawia ich samych. Jest pewien, że nawet nie zauważą jego nieobecności.

~*~

Sala rozpraw wydaje się tętnić życiem. Jest tam Jay i Lottie, a nawet Fizzy, której udało się ubłagać matkę, by pozwoliła jej uczestniczyć przynajmniej w tej części procesu, w którym nie wystąpią niecenzuralne treści. Są tam dla Harry'ego. Louis też jest. Siedzi obok chłopca, jako jego lekarz, a wkrótce jako chłopak, myśli Louis, a może nawet narzeczony. Jeśli tylko Harry się zgodzi.

Mamo, poślubię go, pewnego dnia oświadczę mu się i wezmę go w podróż jego życia, chcę, by wszystkie chwile, jakie staną się jego codziennością odkąd jest ze mną, były czymś więcej niż tylko wspomnieniami. Chcę, by był najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi, by czuł się kochany i ważny, by rozumiał, jak wiele dla mnie znaczy. Zrobię to pewnego dnia, stanę z nim na ślubnym kobiercu i wsunę obrączkę na jego palec, potem dam mu dzieci, kupimy dom z ogrodem, a Ty będziesz najwspanialszą babcią pod słońcem. Obiecuję - szepce Louis pewnego chłodnego wieczoru podczas rozmowy ze swoją matką.

Harry siedzi spięty, przetwarzając wszystko raz jeszcze. Wie, że nie musi zgadzać się, by zeznawać, ale wie też, że może odnieść tym większy sukces. Taśma z jego przesłuchaniem leży w brązowej kopercie na biurku sędziego. Mimo wszystko ma jeszcze kilka minut na podjęcie decyzji. Jego dłonie drżą, dlatego zaciska je mocno na drewnianej ławce.

- Wszystko dobrze, kochanie? - szepcze mu na ucho Louis, a chwilę później ich spojrzenia krzyżują się.
- Nie wiem, nie wiem, czy dam radę, Lou - mówi cicho. Nie chce, by Ci ludzie wiedzieli, co czuje, nie chce, by wiedzieli, że jest słaby. Jest tam też Nick Grimshaw i Harry z trudnością stara się nie patrzeć w jego stronę. Cierpi na samą myśl, że ten człowiek jest w tym samym pomieszczeniu, co on i Louis.

- Proszę wstać! Sąd idzie! Sprawę prowadzi... - okrzyk zostaje poprzedzony głośnym gongiem, jednak nie to jest teraz ważne. Louis przysuwa swoje usta do ucha Harry'ego i wypowiada kilka słów, które dają Harry'emu siłę na walkę o swoje. Teraz jest pewien, nie byłby tutaj bez pomocy Louisa i wszystko, co zamierza robić do końca swoich dni to dbać o osobę, którą przeznaczenie postawiło na jego drodze.

- Kocham Cię i wiem, że sobie poradzisz. Po prostu to wiem, Haz. 

All I want is you - one shot (Larry)

image

Opis: Louis nie wychodzi z domu przez miesiąc, a Harry kocha The Fray. A może po prostu curlykitty nie jest kobietą,a imlou bardzo lubi ten fakt.

Od autorki: One shot publikowany jakiś czas temu na tumblr, 144 notki ♥. Dodaje w wolnym czasie, uzupełniając wszystkie moje prace w spisie! :) ps. JUTRO ROZDZIAŁ GREEN TEA.

Czy można żyć ze złamanym sercem?

Na takie pytanie próbował odpowiedzieć sobie Louis, gdy pewnego styczniowego poranka jego ukochana obudziła się kilka minut przed ósmą, spakowała walizki, po czym oświadczyła dumnie, że dziś nastąpił koniec ich znajomości. Nie podała żadnego konkretnego powodu, nie wyjaśniła nic. Louis nie zamierzał pytać, mimo że kolejne odrzucenie bardzo go zabolało. Na usta cisnęły mu się słowa niemiłe i niegrzeczne, a w głowie dryfowała tylko myśl “a był w ogóle początek?”. Jego serce trzepotało ze złości, a w kącikach oczu zbierały się łzy. Zatrzasnął za nią drzwi i przekręcił srebrny kluczyk, zamykając tym samym kolejny beznadziejny rozdział swojego życia… 

W tym dniu, w dniu 28 stycznia stracił wiarę we wszystko. Nie obchodziło go to, czy będzie miał co jeść przez najbliższe tygodnie, nie obchodziło go to, że telefon nieprzerwanie dzwonił od kilku godzin, nie obchodziło go to, że na jego drzwi ktoś non stop przyklejał ogłoszenia, reklamujące salony samochodowe, nie obchodziła go pogoda za oknem, ani temperatura w jego pokoju, nie obchodziły go losy świata, ani to, co stanie się jutro… wszystko straciło sens. Kochał Ją. Naprawdę Ją kochał. Może to była szczeniacka miłość, ale nigdy nie czuł się tak wspaniale. Ta dziewczyna potrafiła dać mu nadzieję, ale 28 stycznia zrozumiał, że mogła mu ją także odebrać.

Zrozumiał też, że człowiek zakochany to człowiek naiwny. Człowiek, który jest w stanie drugiej osobie dać wszystko, czego ona zapragnie. I trzeba być ogromnym szczęściarzem, by znaleźć miłość odwzajemnioną. Po tylu porażkach Louis już wiedział. Tylko człowiek człowiekowi może dać nadzieję. Czuł jak spada na samo dno, czuł tę gulę w gardle i gorzki smak na końcu języka, czuł stale napływające łzy do oczu i zapach jej perfum… Nie potrafił w żaden sposób wykreślić jej istnienia ze swojego życia. Tak upłynęło kilka miesięcy.

Można rzec, że zgubił gdzieś swoją duszę. Stał się pretensjonalnym i obojętnym mężczyzną. Przyjaciele odwiedzali go coraz rzadziej, a rodzina próbowała udawać, że wszystko jest w porządku. Ale przecież nic nie było. Relacja jaka rozwijała się między nim, a tamtą dziewczyną miała być idealnym początkiem miłości. Ale to nie bajka i w ciągu kilku sekund mydlana bańka rozpłynęła się w powietrzu, jakby nigdy nie istniała.

4 marca Louis założył konto na portalu internetowym myspace. Całkowite odcięcie od świata realnego sprawiło, że zalążki depresji pojawiły się w jego głowie i sercu. Czuł, że jest źle, ale nie miał pojęcia, że lęki nocne i insomnia to dopiero początek. 

Pierwsze kroki, jaki uczynił to między innymi dodanie The Script i The Fray do ulubionych, ustawienie avataru i przejrzenie stron artystów. Nie spodziewał się, że internet może zmienić jego życie.

9 marca Louis otrzymał wiadomość od użytkownika curlykitty. Nazwa brzmiała kobieco, więc natychmiast ją zignorował, wrzucając do folderu oznaczonego nazwą ‘spam’. Nie sądził, że jeszcze kiedykolwiek do niej wróci.

14 marca Louis nie czuł się dobrze. Gdyby był chłopakiem sprzed kilku miesięcy z pewnością udałby się do lekarza, zaparzyłby swoją ulubioną herbatkę na przeziębienie, łyknął antybiotyki i wygrzewał się w ciepłym łóżku, przytulając swoją dziewczynę. Teraz był wrakiem człowieka, prawie nie jadł, a spod kołdry wstawał tylko, gdy było to konieczne.

16 marca Louis edytował swój profil na portalu muzycznym, dodał kilka utworów do ulubionych, zmienił zdjęcie w tle i obejrzał wpisy gwiazd. Nic szczególnego. Czując się osamotnionym wszedł w skrzynkę wiadomości i postanowił odszukać tę, którą jeszcze tydzień temu miał szczerze w dupie.

Od: curlykitty
The Fray? Witaj bratnia duszo. x

Louis długo zastanawiał się, czy odpisać. Nie chciał zawracać sobie głowy kolejną dziewczyną. Naprawdę miał ich dosyć, ich ciągłych zmian decyzji, ciągłych problemów, a przede wszystkim tego, z jaką łatwością dawały mu kosza. Nigdy nie mógł zrozumieć, dlaczego tak go traktują. Co było z nim nie tak? Chciał tylko pokochać kogoś ze wzajemnością i…i być szczęśliwym. Czy to tak wiele?

Chwilę później wystukał na klawiaturze swojego srebrnego asusa:

Od: imlou
To się jeszcze okaże. x

Nie chciał być niemiły, ale nadzwyczajnie w świecie nie potrafił. Miał ochotę wyżyć się na kimś, a użytkownik curlykitty był idealnym kandydatem.

Od: curlykitty
Zadziornie. Mnie również miło Cię poznać. xx


Nie mógł wiedzieć, że po drugiej stronie ekranu siedzi rozkoszny zielonooki chłopiec, który wprawi jego serce w szybsze bicie, a co lepsze - odmieni jego życie.

~*~

Minęło sporo czasu zanim Louis odpisał na otrzymaną od curlykitty wiadomość. Zastanawiał się po co to robi. Przecież bycie w interakcji z jakimkolwiek człowiekiem, a przede wszystkim kobietą sprawiało, że tracił kolejne miesiące życia na głęboką depresję i użalanie się nad sobą. Zwyczajnie nie potrafił wziąć się w garść i pokazać, że może być tak, jak sobie wymarzył. Gdzie leżał błąd? 

Może to wszystko wina trudnego dzieciństwa, jakie Louis miał za sobą. Nie chciał się tym usprawiedliwiać, ale czasem po prostu potrzebował jakiegoś silnego argumentu do ułatwienia całej tej sytuacji. Może przesadzał, stale tłumiąc w sobie emocje? Może jedyne, czego tak naprawdę potrzebował to bycie kochanym.

Od: imlou
Widzę, że nie dajesz za wygraną.
Ulubiona piosenka The Fray? x

Louis dawniej lubił poznawać nowych ludzi, ale od czasu, gdy pani x zaburzyła jego poczucie bezpieczeństwa totalnie odciął się od potrzeby bycia w towarzystwie, od potrzeby wzbogacenia wiedzy o tym, co się dzieje na świecie. Dobrze mu było w swoim mieszkaniu, pod swoją cieplutką kołderką. Ktoś rzekłby, że Louis był totalną ciotą, ale to ogromny błąd. Louis po prostu należał do najwrażliwszych ludzi na Ziemi i każde zło odczuwał z podwójną siłą. Gdzie tu sprawiedliwość? On oddawał komuś swoje serce, a w zamian dostawał siarczysty policzek. Często wieczorami siadał na swoim ulubionym parapecie z kubkiem gorącego kakao w ręce i zastanawiał się, co robi źle, zastanawiał się, dlaczego życie rzuca mu stale kłody pod nogi. I… jeszcze nigdy ta refleksja nie doprowadziła go do żadnego sensownego wniosku.

Od: curlykitty
Look after you. Twoja? x

Louis nie czuł się w obowiązku odpowiadania na wysyłane przez nieznajomego użytkownika myspace wiadomości. Nie czuł się w obowiązku, ale jednak to robił, bo sprawiało mu to radość.

Tak, więc 16 marca Louis uśmiechnął się po raz pierwszy.

Od: imlou
Niemożliwe! Czytasz mi w myślach. x

Louis nie sądził, że należy ufać komuś, kto ma grubego, czarnego kota na zdjęciu profilowym. Louis wiedział, że angażowanie się nie jest jego zaletą, wiedział, że ma słabość do ludzi, którzy podzielają jego zainteresowania. I tego obawiał się najmocniej. Powinien teraz usunąć wszystkie wiadomości, skasować konto i zamknąć laptopa głęboko w szafie.

Jednak tego nie zrobił.

Od: curlykitty
Wierzysz w przeznaczenie? x

Od: imlou
Głupie pytanie, nie sądzisz?

Od: curlykitty
Dlaczego? Pytanie, jak każde inne. Odpowiesz?x

Od: imlou
Nie wierzę.

Od: curlykitty
Czy wszystko w porządku, kolego?x

Od: imlou
Nie jestem Twoim kolegą. Daj mi spokój.
Marnujesz tylko mój czas. Żegnam.

Louis nie chciał być niegrzeczny. Po prostu na dnie jego serca zalegały jeszcze resztki nienawiści do byłej dziewczyny. Nie umiał wyrzucić tego z siebie. Zresztą, od dawna z nikim nie rozmawiał. Przyjaciele przestali go odwiedzać z chwilą, gdy znaleźli go zapłakanego w środku imprezy. Oni mieli swoje życie, swoje kobiety i mało interesował ich człowiek, którego śmieli nazywać swoim przyjacielem. Chora sytuacja, ale Louis wiedział, że kolejny kopniak od życia jest mu już totalnie obojętny. Leżał na dnie, więc jedyne co mógł uczynić to się od niego odbić. Ale jak? Samotność nie była dobrym rozwiązaniem.

Minęło kilka dni zanim Louis ochłonął i postanowił wejść na myspace.

Masz 3 nieodczytane wiadomości.

Gdy zobaczył wytłuszczony napis jego serce zabiło z radości. Jednak na marne. Żadna z nich nie pochodziła od użytkownika o nazwie curlykitty. Louis wtedy zrozumiał, że zachował się nieodpowiednio i… pożałował tego.

Od: imlou
Nie wiem, co powinienem powiedzieć. 
Jest mi cholernie przykro, przepraszam za tamte niemiłe słowa.
Wcale tak nie pomyślałem… nie gniewaj się. x

Minęło kolejne kilka dni i Louis już całkowicie stracił nadzieję na to, że nieznajomy użytkownik myspace odpowie na jego wiadomość. Codziennie sprawdzał skrzynkę po kilka razy, ale nie znajdywał nic, co ucieszyłoby jego pokaleczone serce.

20 marca usłyszał znajomy dźwięk wiadomości. Prędko wybiegł z łazienki, uderzając ramieniem o futrynę drzwi.

Od: curlykitty
Myślę, ze w zamian możesz zaprosić mnie na kawę. x

20 marca Louis ponownie się uśmiechnął.

Od: imlou
Daleko idąca propozycja, podczas gdy nawet nie znam Twojego imienia.

Od: curlykitty
Czy ono jest takie ważne? Masz ochotę o czymś porozmawiać?x

Od: imlou
Właściwie to masz rację. Co proponujesz? xo

Od: curlykitty
Wszystko jedno, opowiedz mi coś o sobie.

Od: imlou
To nie jest najlepszy pomysł.

Od: curlykitty
No dlaczego? Chcę wiedzieć, coś więcej oprócz tego, że masz cudowne oczy. x

20 marca Louis poczuł, że na jego policzkach pojawiają się rumieńce.

Od: imlou
Czy to w porządku, że widzisz moją galerię, podczas, 
gdy ja mogę zobaczyć jedynie pulchnego kota na Twoim avku?
A i nie mam cudownych oczu. x

Od: curlykitty
To Dusty, nie nazywaj jej tak, bo bardzo się pogniewa. x

Od: imlou
Nie sądziłem, że jesteś tak pokręconą osobą!

Od: curlykitty
Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.

Louis tak cholernie NIE chciał się angażować, ale tak CHOLERNIE podobała mu się ta cała sytuacja. Miał totalny mętlik w głowie, a nieznajomy użytkownik z myspace napisał, że ma cudowne oczy...

Od: imlou
Co mam zrobić?x

Od: curlykitty
Opowiedz mi coś o sobie. Nalegam. x

Od: imlou
Jakieś konkretne pytania?

Od: curlykitty
Nie. Po prostu opowiedz.

Louis podparł głowę ręką, zastanawiając się chwilę, co mógłby napisać w odpowiedzi. Nie przychodziło mu nic sensownego do głowy. Nie chciał kłamać o tym, jak bogate towarzysko życie posiada, nie chciał udawać kogoś kim nie jest, nie chciał zamykać się przed kimś, kto sprawiał wrażenie zainteresowanego jego osobą.

Od: imlou
Jestem Louis, mam złamane serce.
Wystukał szybko na klawiaturze i nacisnął 'wyślij’.

Od: curlykitty
Przykro mi, nie zasługujesz na to..

Od: imlou
Twoja kolej.

Od: curlykitty
Mam kręcone włosy.

Od: imlou
Osobowość tez, prawda?x

Od: curlykitty
Jeśli się postarasz to być może kiedyś się przekonasz.

Od: imlou
Nie powinienem tego pisać, ale intrygujesz mnie.

Od: curlykitty
Wzajemnie, Lou. x

20 marca Louis dostał także palpitacji serca.

Było już bardzo późno, a Louis ledwo utrzymywał powieki w górze. Pożegnał się prędko z curlykitty, przepraszając za to, że musi już iść i życzył dobrej nocy oraz obiecał dokończyć rozmowę następnego dnia. Położył się w swoim świeżo zaścielonym łóżku i mimo ogromnego zmęczenia nie potrafił usnąć. W jego głowie stale dryfowały myśli o nowej znajomości, nowej internetowej znajomości. Konsekwencje tego odpłynęły gdzieś na drugi plan i jak na razie miały tam pozostać, głęboko ukryte, by pewnego dnia zaburzyć spokój dwóch zakochanych osób.

21 marca Louis przebudził się bardzo wcześnie i pierwsze, co wykonał to zalogował się na myspace. Tam czekała na niego już wiadomość.

Od: curlykitty
Mam nadzieję, że jeszcze smacznie śpisz.
Miłego dnia. xx

Od: imlou
Będzie miły jeśli spędzę go z Tobą. x

Louis sam nie wierzył w to, co pisał.

Od: curlykitty
Jeśli tylko chcesz. x

Od: imlou
Chciałbym Cię zobaczyć.
No wiesz.. zdjęcie. 

Od: curlykitty
To..nie jest dobry pomysł.

Od: imlou
Nalegam. x

Na ekranie Lou pojawiło się zdjęcie chłopaka z zielonymi oczami i burzą loków na głowie. Miał pogodny uśmiech i malutkie dołeczki w policzkach. Na widok tak radosnej twarzy Tomlinson nie potrafił się nie rozpogodzić.

I w ten oto sposób 21 marca Louis uśmiechnął się po raz trzeci.

Od: imlou
jesteś chłopakiem?wow

Od: curlykitty
czy to nieodpowiednie?

Od: imlou
nie, Głuptasie! po prostu… nie powiedziałeś.

Od: curlykitty
nie pytałeś o płeć..

Od: imlou
pytałem o imię.

Od: curlykitty
Harry.

Od: imlou
Bardzo ładne, jak i Twój uśmiech. x

21 marca uplynął na konwersacjach o muzyce, filmach i różnych bzdetach, które z pozoru mało istotne, były podstawą do stworzenia więzi.

Od: curlykitty
Bardzo Cię lubię, wiesz?x

Od: imlou
Fakt, że kochamy te same rzeczy nam sprzyja.
Mogę zadać Ci jedno dość dziwne pytanie?

Od: curlykitty
Jasne, Lou. x

Od: imlou
Dlaczego ciągle jesteś tu? No wiesz.. na myspace.
Co z rodziną? Przyjaciółmi?

Od: curlykitty
Myślę, że powinienem spytać o to samo.

Od: imlou
Byłem pierwszy.

Od: curlykitty
A co jeśli Ty jesteś powodem?

Od: imlou
Nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać, Harry.

Od: curlykitty
Porozmawiamy dziś o czymś?

Harry nie chciał nalegać, by Louis opowiadał mu, co sprawiło, że ma złamane serce. Wiedział, że jeśli dobrze wszystko rozegra to chłopak sam wyjaśni mu to w swoim czasie.

Od: imlou
Bardzo chętnie. x

Od: curlykitty
Jest tylko jeden mały problem…

Od: imlou
Tak?

Od: curlykitty
Wyjeżdżam z mamą na kilka dni.
Możemy pisać mejle?

Od: imlou
jak najbardziej
miłej podróży, Loczku.
napisz, jak dojedziesz. x

Od: curlykitty
obiecuję. x

Louis czuł, że decyzja o założeniu konta na myspace nie była wcale taka zła. Wręcz przeciwnie. Odkąd Harry wysłał do niego wiadomość poczuł dziwną ochotę do życia. Nie mógł argumentować tego jakoś specjalnie, bo przecież prawie się nie znali, ale jeśli przyjaźń miała pomóc mu w wyjściu z dołka to pisał się na to bezapelacyjnie. Nigdy nie wierzył w znajomości przez Internet, ale nigdy też nie miał prawdziwego przyjaciela. Czy miał szansę to zmienić?

Musiał być ostrożny, by nie popełnić jakiegoś błędu. Nie chciał, by Harry pomyślał, że jest dziwakiem. 

22 marca był dniem tęsknoty.

Louis co kilkanaście minut sprawdzał swoją skrzynkę mejlową w oczekiwaniu na wiadomość od Harry'ego. Potrzebował upewnić się, że wszystko jest okej. Nie miał pojęcia, gdzie wyjechał jego nowy znajomy, ani jak długo będzie trwała ta podróż. Zrezygnowany zasnął.

22 marca około godziny 11pm jego serce zabiło mocniej.

Od: curlykitty
Witaj, Louis.
Właśnie dojechaliśmy na miejsce. Przepraszam, że trwało to tak długo. Jestem na jakimś odludziu, a Internet ledwo pokazuje jedną kreskę zasięgu. Mam nadzieję, że ta wiadomość dojdzie. Nie masz pojęcia, jak bardzo brakowało mi naszych rozmów. Achhhh, tu jest naprawdę pięknie, mama musi odpocząć, lecę pod prysznic, liczę na to, że jak wrócę to będzie tu czekać na mnie wiadomość od Ciebie. 

Harry. x

Louis uśmiechnął się i przetarł zaspane oczy.

Od: imlou
Cześć, Harry

Cholernie się cieszę, że wszystko w porządku. Może to zabrzmi desperacko, ale martwiłem się o Ciebie. Czy z Twoją mamą wszystko okej? Jeśli nie chcesz to nie odpowiadaj. Ugh, ten dzień mi się okropnie dłużył, zasnąłem na laptopie, czekając na Ciebie, Loczku. x

Louis.

Louis nie chciał się angażować, nie chciał by ktokolwiek zbliżył się do niego, ale dopóki Harry był po drugiej stronie ekranu dopóty wszystko było trzymane pod kontrolą. Przynajmniej, przynajmniej Tomlinson tak myślał.

Od: curlykitty
Och, Lou. Tak mi przykro, że przeze mnie miałeś zmarnowany dzień. Naprawdę się o mnie martwiłeś? I to nie jest desperackie. To cholernie urocze. Całą podróż słuchałem naszej ulubionej piosenki. Mogę ją tak nazwać, prawda? Bo jest nasza.. Twoja, no i moja. Mam rację? Powiedz, jeśli zrobię coś nie tak. Dawno nie miałem kontaktu z ludźmi, bo mama jest ciągle smutna..

Od: imlou
Nie był zmarnowany! Po prostu…tęskniłem. Tak, Harry. Możesz nazwać ją naszą piosenką. Look after you jest perfekcyjna. Nie robisz nic nieodpowiedniego. Czy Twoja mama dobrze się już czuje?x

Od: curlykitty
Po prostu potrzebuje czasu. Mój tata…

Od: imlou
Harry… jeśli nie chcesz, nie musisz. Wiesz o tym, prawda?

Od: curlykitty
On odszedł, wiesz? Zostawił nas.. mnie, mamę i Gemmę. Nigdy go nie obchodziliśmy… po prostu nas zostawił.

Od: imlou
Harry, tak mi cholernie przykro. Gdybym mógł to bym Cię przytulił.. nie wiem, co powiedzieć..

Od: curlykitty
To nic, Lou. Porozmawiamy o tym kiedyś, dobrze?x

Od: imlou
W porządku.

Od: curlykitty
Zdradzisz mi jakiś swój sekret?

Od: imlou
Nie wierzę w miłość.

Od: curlykitty
To nie sekret, Lou.. ale to smutne.

Od: imlou
Wiesz, kiedyś myślałem, że człowiek ma szansę być kochanym.. ugh, ale nie mówmy o tym teraz. Opowiedz mi, co robisz w życiu. x

Od: curlykitty
Dobrze, ale obiecaj, że do tego wrócimy. Uczę się jeszcze w liceum, czasem śpiewam w szkolnym zespole, lubię biologię i prawo, jestem okropnym bałaganiarzem, nie cierpię swojego wyglądu, nie czytam lektur, mam starszą siostrę. Twoja kolej.

Od: imlou
Od ponad miesiąca nie wychodzę z domu…

Od: curlykitty
Żartujesz, prawda?

Od: imlou
Niekoniecznie. 

Louis zmarszczył czoło, zastanawiając się, czy powinien być tak bardzo szczery. Po chwili zdał sobie sprawę, że przecież to nie ma znaczenia, Harry i tak jest tylko znajomym z myspace, po kilku tygodniach kontakt się urwie, a oni zapomną o sobie.

22 marca Louis nie zdawał sobie sprawy, że jego serce zaczynało się goić.

Od: curlykitty
Chciałbym być Twoim przyjacielem.

Od: imlou
Po prostu nim bądź. x

Louis nie wiedział, w co się pakuje. Chłopiec z drugiej strony ekranu wprawiał jego serce w szybsze bicie, wywoływał rumieńce na jego policzkach i rodził stado motylków w jego brzuchu.

A to dopiero początek.

Początek ciekawej, aczkolwiek internetowej znajomości, która będzie musiała pokonać wiele przeszkód, by utrzymać się na szczycie. Bo każdy początek ma swój koniec. Miłość również?

Nikogo nie zdziwi fakt, że kolejne kilka miesięcy obfitowało w szczere rozmowy na myspace. Żaden z chłopców nie spodziewał się, że ich znajomość zajdzie tak daleko. Każdego dnia nieświadomie oddawali sobie cząstkę siebie.

Poznali prawie wszystkie swoje tajemnice, błędy z przeszłości i najbardziej żenujące historie. Naprawdę się zaprzyjaźnili. Louis wyszedł z dołka, otworzył się na świat i częściej się uśmiechał, nawet jeśli ten uśmiech spowodowany był jedynie obecnością Harry'ego w jego życiu.

curlykitty sprawił, że imlou czuł się ważny i potrzebny.

curlykitty wyleczył złamane serce swojego nowego przyjaciela.

imlou powtarzał zawsze: Harry, jesteś moim Aniołem. Bez Ciebie nigdy nie odbiłbym się od dna.

I nagle istnienie pani x stało się zupełnie nieistotne, Louis odrzucił ją gdzieś na drugi plan w swojej marnej egzystencji, mając nadzieję, że nie będzie musiał wracać do tego, co czuł jeszcze całkiem niedawno.

Teraz liczył się tylko jego przyjaciel Harry.

~

Był chłodny majowy wieczór, gdy zamyślony Louis usiadł na swoim ulubionym parapecie i wpatrywał się w gwieździste niebo. Spierzchniętymi wargami delikatnie popijał gorące kakao, wsłuchując się w melodię, którą kochał od dzieciństwa, koiła ona wszelkie rany i wprawiała go w miły nastrój. Z letargu myśli wyrwał go dźwięk nadchodzącej wiadomości. Odłożył delikatnie kubek i wskoczył na łóżko, by odczytać to, na co czekał od przeszło kilku godzin.

Od: curlykitty
Cześć, Skarbie.

Jestem już w domu, cały mokry(bez aluzji, proszę!) i zmęczony, ale szczęśliwy, bo cóż.. udało nam się obronić tytuł! Wohooo! Nadal jesteśmy na szczycie, więc nadal możesz nazywać mnie mistrzem. :> Chłopcy z drużyny poszli opić sukces, a ja prędko wróciłem do Ciebie. Mam nadzieję, że nie spędziłeś tego dnia w jakiejś cholernej nostalgii, Lou.

Twój Haz. xx

Louis uśmiechnął się na myśl o Harrym w mokrej, zielonej koszulce, jaką musiał zakładać na mecze. Jego umięśnione ramiona i wyrzeźbiona sylwetka to raj dla oczu. Mimo, że chłopak z Doncaster widział jedynie zdjęcia to zdecydowanie mógł ocenić je na 6 z plusem.

Od: imlou
Witaj, mój Mistrzu (nawet gdybyś przegrał to bym z tego nie zrezygnował)!
Dlaczego nie poszedłeś z Nimi, Harry? Jesteś okropny, wiesz? To Twój dzień, powinieneś świętować taki sukces, a nie siedzieć przed ekranem komputera. Cały czas trzymałem za Ciebie kciuki, na pewno byłeś najlepszy, nigdy w to nie wątpiłem. Gratulacje! Ugh… a swoją drogą to…tęskniłem.

Twój Lou. xo

ps. podtekst do słowa mokry? jesteś uroczy. I kto tu ma niegrzeczne myśli, kolego.

Louis wcisnął wyślij i poczuł, jak motylki napływają do jego brzucha. Od pewnego czasu to było stałe zjawisko i zaczął się zastanawiać, czy wszystko z nim w porządku. Nie chciał tłumaczyć tego w żaden sposób, po prostu było mu dobrze i tyle. Po kilku minutach ekran komputera rozświetlił się, ukazując kolejną wiadomość od Harry'ego.

Od: curlykitty
Wolałem wrócić do domu i popisać z Tobą. Czy to złe? Ty jesteś moim przyjacielem, Louis. Dziękuje za kciuki, na pewno pomogły. Myśl o tym, że jesteś w Doncaster i nie możesz być tutaj była przytłaczająca, ale fakt, że od początku we mnie wierzyłeś jest naprawdę kojący. Chyba tracę głowę dla Ciebie, och, nie powinienem tego mówić. Ja tęskniłem bardziej. A niegrzeczne myśli to zdecydowanie Twoja broszka, mój miły. 

Twój Mistrz. xx

Od: imlou
Heeej, zboczeńcu! Z tym ostatnim to się nie zgodzę. Mam przypomnieć Ci, kto pisał mi o czwartej rano wiadomości o tym, jak miło byłoby całować moją szyję? No właśnie, więc milcz. Huh, bardzo chciałbym być tam, gdzie Ty jesteś i móc Ci kibicować. Nie masz pojęcia… 

…schlebiasz mi, Hazz, tak cholernie mi schlebiasz.

Lou.

Od: curlykitty
Dobra, poddaje się. Ale kiedyś udowodnię Ci, że mam rację. Poczekasz 5 minut? Lecę pod prysznic. Tylko nie zasypiaj, Skarbie. Opowiedz mi coś. Co dziś robiłeś? I jak się czujesz?

H.

Louis odsunął laptopa i położył głowę na poduszce, wpatrując się w powieszone na ścianie zdjęcie Harry'ego. Zastanawiał się, czy kiedyś się spotkają, czy podziękuje mu za wszystko, co chłopak dla niego zrobił. Czy będą mieli szansę stać się przyjaciółmi z reala? Nagle usłyszał trzask, potem drugi i trzeci. Zbiegł po schodach i ujrzał płaczącą mamę na środku kuchni. Wyjrzał przez okno, jedyne, co dostrzegł to światła odjeżdżającego samochodu taty.

Od: curlykitty
Louis, zasnąłeś?

Od: curlykitty
Louis, wszystko okej?

Od: curlykitty
Kochanie, proszę…odezwij się.

Harry nie otrzymywał odpowiedzi przez kilka godzin. Zaniepokojony nie mógł usnąć, więc przeglądał skrzynkę odbiorczą. Od czasu do czasu czytał ich stare wiadomości i wspominał wszystko, co wywoływało na jego policzkach rumieńce.

Louis nie zapomniał o Harrym i ich rozmowie, ale teraz, gdy mama była w totalnej rozsypce nie mógł po prostu jej zostawić. Liczył na to, że przyjaciel zrozumie. Położył się obok niej w sypialni i czekał aż uśnie. Około godziny 2 w nocy wrócił do swojego pokoju. Czekało na niego kilka wiadomości. Zmartwił się i natychmiast zabrał się za odpisywanie.

Od: imlou
Harry, cholera, przepraszam.

Od: imlou
Nie mogłem odpisać, naprawdę przepraszam. To stało się tak nagle, Skarbie..

Od:imlou
Na pewno już spisz, tak mi przykro,
że dziś nie powiedziałem Ci dobranoc…

Nie minęło kilka minut, a ekran Lou rozświetliła nowa wiadomość.

Od: curlykitty
Czy Ty myślisz, że mógłbym zasnąć bez pożegnania? Co się działo, Louis? Przestraszyłeś mnie.

Od: imlou
Wszystko w porządku, Harry. Przepraszam jeszcze raz…

Od: curlykitty
Myślałem, że się przyjaźnimy.

Od: imlou
Bo tak jest.

Od: curlykitty
Dlaczego więc mnie okłamujesz? Cholera, nie mam pięciu lat.

Od: imlou
To nie jest coś, z czego mogę być dumny.

Od: curlykitty
Louis.

Od: imlou
Harry, nie proś mnie…

Od: curlykitty
Chcę Ci pomóc, pozwól mi.

Od: imlou
Musiałem pobyć z mamą, bo bardzo płakała…

Od: curlykitty
Czy teraz lepiej się czuje?

Od: imlou
Nie sądzę, ale zasnęła. Dlatego tak długo mnie nie było. To nie jest coś, o czym lubię mówić, Haz. Nikomu o tym nie opowiadam, naprawdę. 

Od: curlykitty
Chciałbym być wyjątkiem.

Od: imlou
Jesteś wyjątkowy, nawet nie masz pojęcia jak bardzo, Harry.

Louis przetarł czoło i spojrzał na godzinę. Było naprawdę późno i Harry powinien pójść spać.

Od: curlykitty
Skoro tak, to w czym problem?

Od: imlou
Kochanie, czas do łóżka.

Od: curlykitty
z Tobą? z chęcią.
I nie zmieniaj tematu.

Od: imlou
Obiecuję, że Ci kiedyś to wyjaśnię. Zgoda? Albo nie. Przysięgam, przysięgam, Harry.

Harry nie miał wyboru, musiał czekać na moment, w którym Louis sam zdecyduje, że chce mu zwierzyć się z czegoś, co wprawiało go w zakłopotanie. Mieli czas.

Od: curlykitty
Ufam Ci, LouiLou.

Od: imlou
Wiem o tym. Nie jesteś zmęczony?

Od: curlykitty
A Ty? Ufasz mi?

Od: imlou
Znasz odpowiedź, Haz.

Od: curlykitty
Cieszę się, że jesteś.

Od: imlou
Chciałbym usłyszeć Twój głos, wiesz?

Od: curlykitty
Nie lubię rozmawiać przez telefon..

Od: imlou
Harry, proszę..

Louis nie miał pojęcia, dlaczego chłopak z Holmes Chapel bał się rozmowy z nim. Wiele razy wystukiwał jego numer telefonu na wyświetlaczu swojego samsunga, ale cisza po drugiej stronie słuchawki działała zniechęcająco.

Od: curlykitty
Jest bardzo późno, powinniśmy iść spać.
Dobranoc, Kochanie. Śpij słodko. xx

Od: imlou
Dobranoc… wzajemnie, Aniołku. x

Louis westchnął zawiedziony postawą swojego przyjaciela. Nie potrafił ułożyć w głowie konkretnego wniosku, dlaczego Harry ucieka przed rozmową telefoniczną. Zamknął laptopa i zszedł na dół, sprawdzić, czy z mamą wszystko w porządku. Ciągle miał w głowie rozmowę o zaufaniu z zeszłego tygodnia. To nie było tak, że nie chciał wyjaśnić Hazie wszystkiego, co go trapiło. Po prostu się wstydził. Jak miał mówić, o czymś, co było najbardziej żałosną częścią jego życia? Nie umiał się otworzyć, bał się, że Harry go odrzuci, jak poprzedni ludzie, których spotkał na swojej drodze. To nie było wyborem, to było przeznaczenie, od którego brak jakiejkolwiek ucieczki.

Louis długo nie mógł zasnąć, układając w głowie treść wiadomości do Harry'ego. Słowa nie współgrały ze sobą, a zdania wydawały się zbyt ciężkie i skomplikowane. Zrezygnowany przytulił poduszkę i pogrążył się w sennych marzeniach, wyobrażając sobie, że to…curlykitty.

Poranek nastał zbyt szybko. Louis na śniadanie otrzymał garść nieposkładanych myśli i stłumiony dźwięk płaczu matki z zeszłej nocy. To nie miało być tak…

od: curlykitty
Dzień dobry, Lou.
Jak się spało?x

od: imlou
Hej, Hazz.
Znośnie, a Tobie?

Louis nie chciał kłamać, więc szukał idealnego sposoby by ominąć prawdę.

od: curlykitty
Czy wszystko w porządku?

od: imlou
Bądź przez chwilę mniej troskliwy, co?
Naprawdę daje radę. x

od: curlykitty
Nie mów mi co mam robić.

od: imlou
To serio beznadziejne, że zaczynamy dzień sprzeczką.
Śniłeś o mnie?

od: curlykitty
Jak każdej nocy, Głuptasie. ;)

od: imlou
Aw, Harry… sprawiasz, że się rumienię.

od: curlykitty
Chciałbym zobaczyć Twoje rumieńce, przyjedź do mnie.

od: imlou
Nie wiem, czy to odpowiednie, Harry.

od: curlykitty
Obiecaj, że kiedyś przyjedziesz.

od: imlou
Obiecuję, a teraz lecę coś zjeść. x

od: curlykitty
Smacznego, Skarbie.

To nie tak, że Louis nie chciał spotkać się z Harrym. Bardzo chciał. Chciał go przytulić, poczuć jego zapach, podziękować za uratowanie życia, podzielić się z nim wszystkim, co dobre i złe, posiedzieć w ciszy, powspominać początki ich znajomości, posłuchać razem ulubionych zespołów, spać w jednym łóżku i oglądać filmy do rana… bardzo chciał, ale się bał. Bał się odrzucenia. Ludzie zbyt często z niego rezygnowali, więc żył w przekonaniu, że prędzej, czy później każdy to zrobi. Czy był w błędzie?

Harry często powtarzał, że Louis ma cudowne oczy i rzadki uśmiech. Porównywał go często do uśmiechu jednego ze sławnych piosenkarzy. Louis czuł się wtedy tak ważny i kochany, i marzył by trwało to wiecznie. Czy miał prawo?

od: imlou
Czy Ty, czy gdzieś dziś wychodzisz, Harry?

od: curlykitty
Pomagam dziś mamie, a potem jestem cały Twój. Czemu pytasz?

od: imlou
Moja mama dziś wyjeżdża na kilka dni, zostaję z tatą. Oh.

od: curlykitty
To coś złego?

od: imlou
Nie… nie do końca.

od: curlykitty
Czy to kolejna rzecz, o której nie chcesz mówić?

od: imlou
Mniej więcej, Haz. Odezwę się niedługo.
Trzymaj się. x

Louis musiał przerwać konwersację mimo, że mama miała autobus dopiero za kilka godzin. Chciał spędzić z nią jeszcze trochę czasu, a pytania Harry'ego stawały się coraz bardziej kłopotliwe. Nie widział innego wyjścia niż wyznać prawdę. Ale czy miał na tyle siły? Musiał przygotować się na najgorsze, a to nie było łatwe. Po prostu nie chciał go stracić..

od: imlou
Jak mija dzień, mój Skarbie?

od: curlykitty
Brakuje mi naszych rozmów. Co ciekawego porabiasz?x

od: imlou
Piszę coś dla Ciebie.

od: curlykitty
Dla mnie?

od: imlou
I tak Ci nie powiem co, dopóki nie skończę. :P

od: curlykitty
To nie fair! Chodź mnie przytul.

od: imlou
Bardzo bym chciał.

od: curlykitty
Czy to wiersz?

od: imlou
Harry!

od: curlykitty
przepraszam, jestem ciekawy.
zawsze to robisz.

od: imlou
co robię, Głupku?

od: curlykitty
sprawiasz, że mam ochotę na więcej.

od: imlou
to było…

od: curlykitty
zboczeniec.

od: imlou
jestem Louis, miło mi Cię poznać.

od: curlykitty
Lou..

od: imlou
tak, Kochanie?

od: curlykitty
Czy na pewno wszystko w porządku? Martwię się. 
Ostatnio stałeś się taki tajemniczy. Nie żeby to było gorsze, ale znasz mnie…

od: imlou
Obiecuję, że jeśli coś się stanie to od razu Ci powiem. Umowa stoi?

od: curlykitty
Tak.

od: imlou
a Ty? co Ty robisz?x

od: curlykitty
Muszę się uczyć, ale nie mam ochoty.
Zmotywuj :<

od: imlou
Buziak za naukę?

od: curlykitty
Lecę do książek!:)

od: imlou
Napisz, jak skończysz. Będę czekać.
Powodzenia, Skarbie.

_

Louis ponownie otworzył swój pamiętnik, próbując zebrać odpowiednie słowa. Pisał coś dla Harry'ego i to musiało być wyjątkowe. Wyjątkowe, jak Harry. Wiedział, że jego przyjaciel ucieszy się nawet z najprostszego wierszyka, ale chciał być oryginalny i nie mógł się poddać. Często pisali do siebie listy. Lubili czuć pod palcami swoje pismo, dotykać kartek, które wcześniej leżały w ich rękach, po prostu, jakby…byli obok siebie. I takie rzeczy sprawiały im radość, proste, ale efektywne. Nic dodać, nic ująć.

Jest taki człowiek, który daje Ci siłę.

nie.

Jest taki człowiek, który sprawia, że chcesz żyć.

nie, nie, nie.

Jest ktoś, dzięki komu wszystko ma sens.

Louis kreślił stare słowa i wypisywał nowe, niszcząc przy tym cały zapas kartek. Dla Harry'ego był w stanie wyciąć las i stworzyć kolejne, kolejne, kolejne… tylko po to, by wywołać na jego twarzy uśmiech.

Jego tworzenie nie trwało zbyt długo, bo usłyszał krzyk i trzask drzwi frontowych, a potem mocne stąpanie ojca. Gdy zobaczył, co było na rzeczy poczuł, jak gula zaciska się w jego gardle.

Tato, idź spać.

Te słowa nie bolały.

Kilka godzin później siedział zapłakany na fotelu mamy, ściskając kurczowo telefon. Zastanawiał się, czy zadzwonić i powiedzieć, jak mu źle. Zastanawiał się, czy powinien martwić mamę, która…

od: curlykitty
Przeczytałem wpis na blogu. Co się do cholery stało?

od: imlou
Harreh, miałeś się uczyć..

Louis otarł zapłakane oczy i spojrzał na treść kolejnej wiadomości.

od: curlykitty
Jak mam się do cholery uczyć, gdy wiem, że coś się u Ciebie dzieje?
Zależy mi na Tobie.

od: imlou
Bo..mój tata, On…

od: curlykitty
Spokojnie, Lou.. powolutku. Jestem tu, pamiętasz?

od: imlou
On jest nie jest zły, Harry. Jest naprawdę dobrym tatą. Potrafi być dobry, zawsze, gdy byłem młodszy troszczył się o mnie i nosił na rękach, byłem jego oczkiem w głowie, nadal jestem. Ale gdy to robi… On po prostu sobie nie radzi. Tego wszystkiego jest za dużo.. to go zmienia.. i wtedy jest taki niemiły i agresywny, bałem się.. pierwszy raz od tylu lat.. zwykle mnie słuchał… nie mógł utrzymać się na nogach i szedł spać.. ugh, ja Harry…ja-a przepraszam..

od: curlykitty
Lou… tak bardzo mi przykro..

od: imlou
On…dziś wpadł w jakąś furię..

od: curlykitty
Skrzywdził Cię? Louis?

od: imlou
Nie..

od: curlykitty
Nie kłam.

od: imlou
Haz.. nie widzę ekranu, łzy cisną mi się do oczu.

od: curlykitty
uderzył Cię?

od: imlou
Mówił, że coś paliłem, majaczył…boję się.

od: curlykitty
Gdzie on teraz jest?

od: imlou
śpi..
czy Ty…

od: curlykitty
Zwariowałeś? Jak mógłbym?
Louis, kocham Cię. Jestem Twoim przyjacielem i Cię nie zostawię.

Louis mógł odetchnąć, bo choć raz udało mu się znaleźć powiernika w tej sprawie i mimo, że już nigdy później nie wracali do tematu jego taty czuł, że może być lepiej.. Tak cholernie dziękował Bogu za to, że jeden głupi portal zmienił jego stosunek do świata. Jedna osoba dała mu siłę, nadzieję, wiarę, a przede wszystkim masę miłości, która całkiem niedługo miała wyjść na jaw, ale na razie żaden z nich nie zdawał sobie z tego sprawy.

od: imlou
Harry, kocham Cię.

~

14 czerwca Louis był bardzo zdenerwowany. Wstał wcześnie, spakował swoją walizkę i udał się na pociąg. Gdy dojechał na miejsce, jego serce biło cholernie mocno, powiedziałby nawet, że zbyt mocno, ale na jego usta nie cisnęły się żadne słowa. Był przestraszony, ale i podekscytowany. W końcu miał spotkać Harry'ego. Jego telefon zawibrował, gdy znajdował się właśnie w holu dworca PKP, oznajmiając nową wiadomość. Prędko ją odczytał i ruszył w kierunku wyjścia.

Harry już czekał. Razem ze swoją mamą i Gemmą, które podobno były tak samo podekscytowane jak on sam. Louis czuł, że jego tętno przyspiesza. Stanął przed pasami i spostrzegł siostrę swojego internetowego przyjaciela, machającą do niego radośnie. Spiął się jeszcze bardziej, ale odwzajemnił gest, przebiegając prędko przez ulicę.

I wtedy się stało.

Niebieskie tęczówki spotkały zielone i trwały w tym transie przez moment, zanim Gemma nie krzyknęła czegoś bardzo głośno. Louis rzucił się w ramiona Harry'ego nie wierząc, że to właśnie się dzieje. I mimo że Harry był o wiele wyższy to Louis czuł się jak w domu, bo Harry był jego domem. Harry był wszystkim, czego Louis chciał od samego początku. Potrzebował tylko czasu, by zrozumieć to do końca.

Harry pomógł Louisowi zapomnieć o byłej dziewczynie, która porzuciła go dla innego. Harry potrafił zawsze go rozweselić i wywoływał motylki w jego brzuchu. Harry go rozumiał i Harry o niego dbał, zawsze. Louis bez zawahania pisał się na życie w towarzystwie Harry'ego i Harry wiedział, że to jest coś wspaniałego, uczucie, które nie zdarza się często w życiu. Nie chciał tego spieprzyć, ale w życiu bywa różnie.

Spędzili ze sobą cudowny weekend, weekend, który Louis zapamięta do końca swojej egzystencji. Pojechali na koncert The Fray, gdzie Harry głośno śpiewał Look After You, a Louis mógł tylko uronić łzę i w odpowiedzi na to złapać dłoń chłopaka w swoją własną. Spleść ich palce razem i nie pozwolić, aby kiedykolwiek się rozłączyły.

Ostatni dzień był najtrudniejszy. Trzymali się za rękę i spacerowali, przy pełnym słońcu, pozwalając, aby prażyło ich twarze.

- Nie wiem, jak sobie to dalej wyobrazić… - westchnął Louis, bawiąc się palcami Harry'ego. Były takie długie i piękne.

- Nie mamy nad tym kontroli, Lou.. - odparł chłopak i uniósł jego podbródek. - Chcesz szczęśliwego zakończenia? - wpił się w jego wargi zaraz po tym, jak starszy chłopak skinął głową.

~*~

- Louis, to było okropne! - krzyknął Harry od wejścia i trzasnął drzwiami, wybudzając swojego chłopaka ze snu.

- co takiego? - starszy zmrużył oczy przez wpadające do pokoju światło i nakrył się mocniej kocem.

- śpisz w dzień? Wszystko w porządku? - zmartwił się i usiadł przy Tomlinsonie, dotykając jego czoło. - masz chyba gorączkę, och, Lou.

- Co było okropne, Harry? - zaśmiał się lekko, a mały piesek wskoczył na jego nogi.
- Bruce, kochanie – poczochrał go nastolatek, nie odpowiadając na pytanie Louisa.

- Teraz wolisz naszego psa, niż własnego narzeczonego?

- Wcale nie powiedz…co? - zasłonił usta nie dowierzając jego słowom.

Louis zrzucił koc i uklęknął na jedno kolano. Wyjął z kieszeni małe różowe pudełeczko i odchrząknął.

- Czy Ty, Harry Stylesie, wyjdziesz za mnie? - szepnął ze łzami w oczach, oczekując na odpowiedź, ale nie otrzymał jej, a przynajmniej nie w formie słów, bo kilka sekund potem poczuł na swoich wargach usta chłopaka, którego pierwszą wiadomość zignorował wrzucając do folderu spam.

Kilka lat temu Louis miał złamane serce i zero przyjaciół, brak perspEktyw na przyszłość i ani grama chęci do życia.

Dziś miał Harry'ego, jego narzeczonego i ich wspólną przyszłość.

curlykitty i imlou odnaleźli się w najbardziej skomplikowanej sieci świata.

Odnaleźli nie tylko siebie, ale i miłość, z której będą czerpać do końca życia.

A może i dłużej.
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka