Pokazywanie postów oznaczonych etykietą harry kocha louisa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą harry kocha louisa. Pokaż wszystkie posty

Green tea. - Rozdział 10.


Link do masterposta: KLIK

Harry chciałby wierzyć w słowa Louisa. I tak długo, jak ten jest obok niego - robi to. Wstaje, gdy sędzia wchodzi i prosi swojego prawnika o zgodę na składanie zeznań. 

- Jesteś tego pewny? Nie będzie odwrotu - mówi mu adwokat, ale tak, Harry jest pewny, zrobi to dla siebie i dla Louisa, bo chce ich wspólnej przyszłości. Chce tego bardziej, niż przypuszczał dotychczas. 
- Panie Tomlinson, popiera pan to? - pyta, a Louis potwierdza prośbę. - Jeśli Harry się złamie...
- Myślę, że mój pacjent jest na siłach to zrobić, jego zeznania są kluczowe i wywrą większy efekt na żywo niż nagrana taśma, którą - jakkolwiek - sędzia może odtworzyć ponownie.

Pan Adams przyjmuje polecenie i podchodzi do sędziego. Ten notuje coś w swoich dokumentach, po czym otwiera rozprawę. Zostaje odczytany akt oskarżenia, Louis nie słucha, obserwuje Harry'ego, który nerwowo przygryza wargę.

Chciałbym, by było już po wszystkim, myśli, chciałbym żebyś nie musiał przez to przechodzić.

Mijają sekundy, a dziennikarze oraz media obecne na sali zostają wyproszeni z posiedzenia. Zostaje wyłączona jawność sprawy, przez co nie mogą w tym uczestniczyć osoby postronne. Fizzy i Lottie także wychodzą. Louis uśmiecha się do nich i prosi, by zostały na korytarzu. Harry chce im podziękować, ale nie może się zebrać w sobie, by zrobić krok. Wie, że Nick wciąż na niego patrzy i cóż, chciałby by przestał. Tak po prostu.

Wszystko nabiera obrotu, gdy Louis zostaje poproszony o zeznania. Ściska mocno kolano Harry'ego po czym kieruje się na wyznaczone miejsce. Stoi przed sądem na specjalnej mównicy, jego ręce drżą, więc decyduje się je puścić luźno. Przysięga mówić prawdę i tylko prawdę, po czym kieruje się, by zająć miękki fotel. Sędzia zadaje mu kilka pytań, po czym oddaje głos obronie.

Obronie Nicka Grimshawa. I to, co usłyszy tam Louis, cholera, nawet się tego nie spodziewał. Nie jest przygotowany.

- Czy to prawda, że jest pan w związku z pacjentem, panem Harrym Stylesem? - kobieta w błęknitnej garsonce zadaje mu pytanie, a jego świat nagle się zatrzymuje. 
- Słucham? - mówi cierpko i patrzy na swoją mamę, siedzącą gdzieś tam na trybunach. Szuka pomocy. Nie może spojrzeć na Harry'ego, bo wie, że by się zdradził.
- Sprzeciw! Co to ma do rzeczy?! - krzyczy prawnik Harry'ego. - Pan Tomlinson jest lekarzem Harry'ego i został zgłoszony tutaj tylko w jednym celu.
- Pani Hudson? - sędzia prosi o wyjaśnienie. 
- Doszły nas pogłoski, że pan Harry Styles jest w romantycznej relacji ze swoim lekarzem, Czy to nie ma wpływu na sprawę? Jak to się składa, że po trzech lekarzach, którym nie udało się dotrzeć do pacjenta, przychodzi młody niedoświadczony student psychiatrii i od razu skłania go do zeznań, w dodatku fałszywych - mówi spokojnie, a w Louisie aż się gotuje.
- Sprzeciw! - słychać po raz kolejny na sali. Sędzia jednak nie mówi nic. Atmosfera staje się coraz bardziej napięta.
- Panie Tomlinson, proszę nam wyjaśnić wątpliwości pani Hudson.
- Cóż, to, że jestem młodym lekarzem nie oznacza, że nie mam wpływu na moich pacjentów. Proszę skontaktować się z moim ordynatorem oraz całym personelem - już po kilku dniach pracy dostałem pochwałę dotyczącą tego, jak wpływam na pacjentów. Pan Harry Styles nie jest wyjątkowy, jak ujęła to pani Hudson. Staram się wszystkich moich pacjentów traktować równo, dawać im wsparcie i pomoc, jakiej potrzebują. Może pan Harry Styles potrzebował czasu, może te trzy lata w ośrodku dały mu szansę na otwarcie się. Może, gdyby któryś z panów - wskazał na lekarzy siedzących na sali - pracowałby dłużej na oddziale byłby tym, który siedziałby tu za mnie. Nie wiem, jedno co wiem to fakt, że pan Harry Styles został mocno skrzywdzony. I teraz po latach milczenia, próbuje Wam to powiedzieć głośno, powinniście go posłuchać. - zakańcza, czując na sobie oczy wszystkich.
- Dziękuję, panie Tomlinson. Pytanie zostaje jednak podtrzymane.
- Pytanie?
- Czy jest pan w jakiejkolwiek relacji, czy to romantycznej, czy to intymnej z pana pacjentem, Harrym Stylesem?
Na sali gości cisza. Już nawet nikt nie protestuje. Słowo sędziego waży więcej.
Louis czuje, jak jego tętno rośnie. Wie, że jest dobry w kłamaniu, wie, że te wszystkie zajęcia z aktorstwa, które brał w szkole średniej nie pójdą na marne. Jednak wie też, że Harry tu siedzi i patrzy, i słucha, i wie, że prawdopodobnie złamie mu serce.
- Nie. Pan Harry Styles nic dla mnie nie znaczy. Jest moim pacjentem i na tym opiera się nasza relacja - mówi przekonywując sędziego i wszystkich dookoła. Nie patrzy na chłopca w lokach, nie może, bo wie, że jeśli to zrobi jego serce pęknie trzy razy mocniej.

Rozprawa toczy się dalej. Zadają mu jeszcze kilka pytań o sposób pracy z pacjentem oraz o to, kiedy i jak Harry wyznał mu prawdę. Szybciej, myśli Louis. Kończcie to już, chcę wyjaśnić wszystko Harry'emu. W przerwach od mówienia próbuje złapać wzrok chłopaka, ale bezskutecznie. Siedzi on tam ze spuszczoną głową i słucha. Albo przynajmniej stara się.

Kiedy siada wreszcie na swoje miejsce, kładzie dłoń na udzie Harry'ego i lekko ją pociera. Nie zostaje odepchnięty, więc odbiera to jako dobry znak, niemniej Harry nawet na niego nie patrzy, więc Louis naprawdę nie wie, co ma myśleć. To w pewien sposób boli, ale decyduje się poczekać z dramatycznymi wyznaniami do zamknięcia sprawy.

Chwilę później zostaje ogłoszona przerwa. Wszyscy opuszczają salę, Harry jest jednym z pierwszych, którzy wychodzą na korytarz. Louis dociera tam znacznie później. Szuka chłopaka w tłumie ludzi i mediów, ale nigdzie nie widzi kręconej czupryny.
- Lottie, gdzie on jest?
- Poszedł do łazienki, tędy - wskazuje mu siostra, marszcząc brwi. - Coś poszło źle?  - Louis posyła jej tylko spojrzenie i biegnie za pacjentem. Swoim pacjentem.
Dociera tam w kilka minut. Harry stoi przy umywalce, opiera się o nią rękoma, nie patrzy w lustro. 

- Cześć - mówi głupio Louis. - szukałem Cię - upewnia się, że drzwi od łazienki są zamknięte, po czym bierze Harry'ego w ramiona. Chłopak zaczyna płakać, mocny szloch przechodzi przez jego ciało, ale Louis tam jest i gładzi jego plecy, i będzie już zawsze.

- Przepraszam, przepraszam, przepraszam - szepce mu do ucha. - Przepraszam, wiesz, że nie miałem tego na myśli, wiesz, że musiałem to zrobić, by Cię chronić. Harry kiwa głową, a potem się śmieje. Louis patrzy na jego twarz. 

- Co?
- Myślałeś, że w Ciebie zwątpiłem? Po tym wszystkim? - pyta chłopiec, a Louis czuje się źle.
- Nie chciałem żebyś pomyślał...
- Louis, znam Cię, wiem, co zrobiłeś - mówi.
- Dlaczego więc płaczesz?
- Boję się - jego ramiona drżą - boję się tego, co będzie potem - nie mam nic, boje się wolności i bycia na zewnątrz, boję się... że Cię zawiodę. Byłem tym wszystkim, tym bałaganem w ośrodku i jakoś mnie poskładałeś. Co jeśli rozsypię się znowu? Tam? Na wolności?

Louis musiałby skłamać, mówiąc, że te słowa go nie wzruszyły.

- Kochanie, mówiłem Ci, nie jesteś zepsuty - mówi czule i ociera łzy chłopca. - Pozwól... pozwól mi pokazać - i z tymi słowami zamyka ich usta razem, czując jak mrowienie przechodzi od najmniejszego palca do czubka głowy. Są perfekcyjni, dla siebie, tak, są.

- kocham Cię - szepce Harry'emu na ucho i nawet jeśli ten nie jest jeszcze gotowy, by odpowiedzieć, Louis poczeka. Ma czas. Obaj mają, planując ich wspólną przyszłość.

Sala rozpraw ponownie zapełnia się ludźmi, jest dużo osób po stronie Nicka Grimshawa, ale to głównie jego rodzina i przyjaciele. Mało kto wierzy, że mógł to zrobić. Kiedy Harry recytuje słowa przysięgi, Louis zaciska mocno kciuki. Wie, że da radę. 

Pół godziny później, Harry jest bałaganem. Niczym jednak, z czym Louis nie mógłby sobie poradzić. W chwili, gdy zostaje zwolniony z pytań, Louis jest poproszony, by zabrał go do specjalnego pokoju. Tam może się uspokoić. 

Strażnik stoi przy drzwiach, gdy Louis głaszcze plecy Harry'ego i szepce mu uspokajające słowa.
- Wiem, że to było trudne, ale zrobiłeś to, powiedziałeś wszystko, Harry. Jestem z Ciebie taki dumny. Powiedziałeś to przy wszystkich.
- On...on słuchał? - chlipie Harry, a Louis przytakuje. - W momencie, gdy zacząłeś mówić, wiedział, że spieprzył. Wiedział to Haz. On...on się przyzna, czuje to.
- Cz-czy dasz mi coś na u-uspokojenie?- wciąż drży, a jego głos zapada się.
- Jesteś pewny? Będziesz ospały na lekach. - Louis pociera jego ramię.
- Proszę... nie mogę na niego patrzeć, boję się-ę.
- Dobrze, podciągnij rękaw. - Louis otwiera walizkę i przygotowuje odpowiednią dawkę. - To powinno pomóc - aplikuje mu lekarstwo, patrząc, jak znika ze strzykawki. - Zrobione - podaje wacik, a Harry przymyka oczy i pociąga nosem. 
- Dziękuję. Za wszystko.

Louis posyła mu uśmiech.

Kiedy wracają na salę, zeznania Nicka się kończą. Sędzia prosi o spokój i przesłuchuje kolejnych świadków. Prawnik Harry'ego jest prawie pewny, że rozprawa zostanie przeniesiona na inny dzień, gdy do sali wbiega kobieta. Strażnik próbuje ją zatrzymać, ale bezskutecznie.

- Kto to, do cholery? - szepcze Louis pod nosem.
- Kim pani jest? - pyta sędzia.
- To moja matka - mówi Harry, nim mdleje. Na szczęście Louis jest tam, by go złapać na czas. Dzwonią po karetkę, gdy nie mogą go dobudzić.

~*~

Szpital nigdy nie wydawał się Louisowi być tak pustym, jak ten teraz. Harry wciąż jest nieprzytomny, ale stabilny. Potrzebuje kilku godzin, by odzyskać świadomość. Louis jest przy jego łóżku. Gładzi delikatnie jego dłoń, gdy do sali wchodzi kobieta. Ta sama kobieta, która przeszkodziła w rozprawie.

- Witaj - mówi ostrożnie - jestem Anne Styles - podaje mu rękę, ale nim zdąża powiedzieć coś więcej, do sali wbiega mała dziewczynka.
- Louis! - rzuca mu się na ręce.
- Rose, jak urosłaś! - cieszy się chłopak, po czym tuli ją do siebie.
- Tęskniłam - mówi, jakby w tajemnicy - Czy tata śpi? - pokazuje na Harry'ego.
- Tak, kochanie, niedługo się obudzi - obiecuje jej, a ta skacze z radości.
- Przepraszam, mówiłam jej, by poczekała - odzywa się Debbie, wchodząc do środka. Jest w dziewiątym miesiącu ciąży i wygląda oszałamiająco.
- Wow, kwitniesz - komplementuje ją Louis. Anne wydaje się nie wiedzieć o co chodzi, jest zagubiona i już ma wyjść, gdy Tomlinson proponuje jej kawę i rozmowę w bufecie.
- Idź, będę tu z nimi, daleko nie pobiegnę - żartuje, a Louis posyła jej ciepły uśmiech.

Szpitalny bufet wydaje się być w porządku na taką rozmowę. Louis nie wie jednak czego oczekiwać. Zamawia kawę i jakieś ciasto, po czym siada na przeciw kobiety.

- Jest pan lekarzem Harry'ego, prawda? - pyta, a on przytakuje. - Czy z nim... czy jest z nim dobrze?
- Będzie z nim dobrze, to wiem i mogę pani obiecać. Był w szoku, nie spodziewał się, cóż, proszę mi wybaczyć, ale... zobaczyć trupa? Bo to jest tym, kim była pani przez ostatnie trzy lata? - waha się na swój ostry ton.
- To nie tak, panie...
- Wystarczy Louis.
- To nie tak, Louis. Brałam udział w tej strzelaninie, Nick zabił... - nabiera powietrza. - Rzecz w tym, że straciłam przytomność, kiedy karetka zabrała mnie na obdukcję, nie pamiętałam nic. Urywki. Byłam w ogromnym szoku, kochałam tego chłopca... był jak mój syn. Dopiero po wielu terapiach doszłam do siebie, nie wiedziałam, co się stało z Harrym, bo zwyczajnie go nie pamiętałam... Wiem, że to długo trwało. - roni łzę, a Louis nie wie, czy ma jej współczuć, czy nie.
- Najważniejsze, że Harry jest wolny - mówi Tomlinson a ona się zgadza, mimo tego iż nie wie, jakie piekło przeszedł jej syn. Mają sobie wiele do powiedzenia. 

Rozmawiają jeszcze godzinę, nim kobieta decyduje, że musi wrócić do pracy. Zostawia Louisowi swój numer i prosi, by zadzwonił, gdy Harry zgodzi się z nią porozmawiać. Nie chce się narzucać, tłumaczy. Louis nie wie, czy powinien jej wierzyć, jednak to wciąż decyzja Harry'ego. Gdy wraca do szpitalnej sali, widzi śpiącą na piersi Harry'ego Rosie. Rozczula się na ten widok.

- Nie mogłam jej powstrzymać... - mówi Debs.
- To w porządku. Jak się czujesz? - wskazuje na brzuch, a ona się uśmiecha.
- Myślę, że to już niedługo - odpowiada, a Louis nic nie może poradzić na rosnące w jego głowie myśli na temat dziecka. Chciałby mieć kiedyś dziecko.

Goście wychodzą jakiś czas później, gdy Harry wciąż śpi. Zjawia się Gemma i Liam, zostawiają kwiaty i czekoladki, martwią się, ale Louis ich uspokaja. To jego jedyne zajęcie. Jest tam też Jay i Lottie. 

Dochodzi północ i Louis jest naprawdę zmartwiony. Harry nie obudził się jeszcze. Lekarze uspokajają, jednak to nic nie daje. Czuje, że jeszcze chwila i zacznie płakać. Wtedy Harry decyduje się ruszyć ręką. Louis myśli, że mu się to śni, więc wciąż masuje delikatnie skórę jego dłoni.

- Louis?- chrypie, marszcząc czoło. - Jestem... - pyta, a przez jego ciało przechodzi dreszcz.
- Jesteś wolny, kochanie, jesteś całkowicie oczyszczony z zarzutów - całuje go miękko, zdając sobie sprawę, że to wszystko jeszcze do niego nie dociera.
- Naprawdę? - w jego oczach formują się łzy. - Dlaczego jesteśmy w szpitalu?
- To...zemdlałeś na widok...
- Mojej mamy. Więc była prawdziwa? To...
- Była, jest... przyszła tu, ale spałeś. Było tu tak wiele osób, Haz. Gemma i Liam, Lottie, moja mama, Debs z Rosie.
- Rose przyszła?
- Tak, kochanie, spała na Twojej piersi ponad dwie godziny.
- Mój mały skarb - Harry łączy ich czoła ze sobą. - Louis?
- Tak?
- Kocham Cię - płacze cicho i tym razem to on inicjuje pocałunek, przybliża się delikatnie do ust Louisa i pozwala łzom płynąć po policzkach.
- Wygraliśmy to, wygraliśmy.

Od autorki: Co myślicie o mpregach? :)
Przepraszam, że dziś jest krótszy, niż zwykle, ale jestem chora od ponad dwóch tygodni, piszę to z gorączką i chorymi zatokami i nie dam rady więcej. Wynagrodzę w następnym. Trzymajcie się.

Papierowy samolocik - one shot (Larry)

image

Pairing: Larry
Opis: Harry jest biednym chłopcem, który ma gitarę. Zarabia na życie śpiewem ulicznym, a przynajmniej próbuje. Pewnego dnia Louis spacerując po mieście słyszy piosenkę śpiewaną przez Harry'ego i zakochuje się w jego głosie...

Harry tak naprawdę nigdy nie wiedział, co to znaczy mieć dom. Kiedy w szkole słyszał coś na ten temat, musiał udawać, że rozumie i uśmiechać się dla niepoznaki. To nie tak, że nie chciał wiedzieć, po prostu od najmłodszych lat, odkąd pamiętał mieszkał w bidulu. Tutaj dzieci nie miały rodziców lub ich najbliżsi po prostu ich „wyrzucili” jak zniszczone meble, czy zużyte ubrania. To nie był dom, choć w nazwie słowo się pojawiało. Harry był typem samotnika, nie lubił, gdy uwaga była skupiona na nim, bo czuł się niepewnie. Nie wiedział, jak ma się zachowywać, ani mówić, by każdy go słuchał. Jedyną rzeczą, jaka pomagała mu wyrażać siebie był śpiew. Tego się nie bał, miał najczęściej zamknięte oczy, więc ci wszyscy ludzie, którzy ewentualnie chcieliby go oceniać, mogli to robić. Nie dbał o to, nie widział ich zdegustowanych, czy zaintrygowanych spojrzeń i było w porządku.

Gdy skończył szkołę i był o krok od pełnoletności, zdał sobie sprawę, że nie będzie miał się gdzie podziać. Nie chciał wylądować na ulicy, ale czuł, że za pół roku, dostanie małą wyprawkę i będzie zmuszony szukać szczęścia gdzieś indziej. Na myśl o tym zaczął doceniać dom dziecka i jego ciepłe, zawsze idealnie pościelone łóżko, do którego przez prawie osiemnaście lat zdążył się przywiązać. Nie potrafił wyobrazić sobie przyszłości, wszystko było mgliste i ciemne, i Harry momentami myślał, że może po prostu powinien ze sobą skończyć. Nie miał rodziny, dziewczyny, nikogo, jego jedyny przyjaciel opuścił bidul rok wcześniej i wyjechał zagranicę. Mieli kontakt, ale były to raczej sporadyczne rozmowy. Liam ciężko pracował i rzadko znajdywał czas na przesiadywanie w internecie. Harry rozumiał, ale jednocześnie cierpiał, bo nie ufał nikomu innemu, co wiązało się z tym, że z nikim innym nie mógł porozmawiać o swoich uczuciach.

Dlatego zaczął tworzyć więcej piosenek, a mając przy sobie gitarę, którą udało mu się wygrać w jednym z konkursów, nie było z tym problemu. Pisał, śpiewał, a jego cały wolny czas pochłaniały teksty utworów, w których przelewał swoje całe uczucia. Uczucia do tego miejsca, uczucia do jego rodziców, którzy zostawili go, gdy miał miesiąc, uczucia do jego opiekunów i uczucia do samotności, z którą zbratał się ostatnio zbyt mocno.

- Harry? - głos Lindsay wyrwał go z zamyślenia, gdy obserwował spływającą po szybie kroplę deszczu. - Harry, nie możesz siedzieć tu cały dzień. - dziewczyna zajęła miejsce obok niego, a on niechętnie przesunął swoje nogi.

- Pada. - odparł cicho i nie siląc się na żaden uśmiech, złapał gitarę wygrywając fragment nowej piosenki.

- Znów piszesz. - oznajmiła ciepło, nie czekając na jego odpowiedź. - To wspaniale, Harry!

Chłopak nie rozumiał, dlaczego ona wciąż tu była. Nie teraz, w tym konkretnym momencie, tylko zawsze. Harry prawie z nią nie rozmawiał, częściej słuchał, co ma do powiedzenia, ale nie byli przyjaciółmi. Lindsay mieszkała w pokoju po drugiej stronie korytarza, miała długie blond włosy i ładne niebieskie oczy, często się uśmiechała i emanowała taką radością, że czasami Harry jej nienawidził. On nie potrafił.

- Słuchaj, ja nie rozumiem. - powiedział po chwili, gdy blondynka przypatrywała się ruchom jego długich palców. - Po prostu, dlaczego?

- Dlaczego tu jestem?

Harry skinął głową, a ona się roześmiała, po czym dotknęła jego loków i ruszyła w stronę drzwi dodając od siebie tylko kilka słów. - Po prostu Cię lubię, Głuptasie.

Harry spędził ten wieczór pisząc piosenkę o Aniele, który każdego dnia przylatywał na jego parapet i ogrzewał jego przestrzeń. A przynajmniej metaforycznie. Tak sądził.

~*~

Pół roku później, Harry nie miał już domu. Żadnego.

Kiedy skończył osiemnaście lat nie dostał masy prezentów, nie miał nawet tortu ze świeczkami, nie mógł pomyśleć życzenia, ani cieszyć się obecnością swojej rodziny. Bo przecież jej nie miał. Opiekunowie z domu dziecka wręczyli mu kopertę z wyprawką i podali termin, do którego musiał opuścić to miejsce. Jedynie Lindsay wpadła do niego wieczorem i podarowała małe pudełeczko, w którym znajdował się łańcuszek z ‘papierowym’ samolocikiem, co sprawiło, że Harry poczuł się naprawdę ważny, bo dotychczas nikt niczego mu nie sprezentował. Uścisnął ją mocno i przeprosił, że czasem był zbyt cichy. Dziewczyna uroniła kilka łez i poprosiła, by odezwał się, jak już się urządzi na „wolności”.

Ale po sześciu miesiącach od wyjścia z domu dziecka, Harry wciąż nie mógł tego zrobić, nie mógł jej powiedzieć, jak jest, bo jego Anioł był jedyną istotą, która w niego wierzyła przez ten cały pieprzony czas. Nie chciał jej zawieść, więc uznał, że milczenie będzie najszczerszym złotem.

Siedział teraz oparty o gorący mur, trzymając w dłoniach gitarę. Listopadowe słońce raziło go lekko w oczy i miał naprawdę dość siedzenia w centrum, ale musiał zarobić jakoś na jedzenie. Odkąd opuścił bidul, a wyprawka skończyła się szybciej niż przewidywał, nie mógł znaleźć pracy, chodził i prosił o pomoc, ale zawsze otrzymywał negatywną odpowiedź lub zatrzaskujące się przed jego oczami drzwi. To bolało, bo przecież chciał uczciwie zapracować na życie, ale jak miał tego dokonać, gdy wszystkie furtki zamykały się zanim do nich dotarł?

Jego żołądek przewrócił się kilka razy, prosząc o pokarm, Harry spojrzał do torby, gdzie na dnie znalazł jeszcze kawałek bułki i drobne okruchy, zebrał wszystko ręką i wsunął do buzi. Wiedział, że czeka go ciężka noc, nie miał nic do picia, a wszystkie oszczędności, jakie udało mu się zebrać, ukradziono mu poprzedniego wieczoru. Przeklinał swój los, bo tak naprawdę chciał mieć normalną rodzinę, swój pokój i ciepły obiad… zwłaszcza, że nadchodziła zima.

Cholera, miał tylko osiemnaście lat…

Przymknął oczy i otworzył usta.

„Gdzie jest ten moment, którego potrzebowaliśmy najbardziej?
Niszczysz nastrój, magia pryska
Mówią, że Twoje błękitne niebo zaczyna szarzeć,
Mówią mi, że Twoja pasja odeszła (minęła).
A ja nie muszę już tego kontynuować…”

(klik, piosenka Daniela Powtera – Bad day)

“Stoisz na granicy by przejść na nowy poziom
Uśmiechasz się fałszywie, idziesz z kawą
Mówisz mi, że Twoje życie było drogą poza linią
Rozpadasz się na kawałki, za każdym razem
A ja nie muszę już tego kontynuować.

Bo miałeś zły dzień
Zjeżdżasz jeden stopień na dół
Śpiewasz smutną piosenkę, by tylko to odkręcić
Mówisz mi, że nie wiesz
Mówisz mi: nie kłam
Pracujesz z uśmiechem i idziesz na przejażdżkę
Miałeś zły dzień
Aparat nie kłamie
Wracasz na dół i nic Cię już nie obchodzi
Miałeś zły dzień
Miałeś zły dzień…”

Jego serce biło w szalenie szybkim tempie, gdy zakończył utwór i usłyszał oklaski, bał się spojrzeć, by nie ujrzeć kilku par oczu, szydzących z niego. Zaryzykował i spostrzegł, że jego walizka zapełniła się pieniążkami, a stojący niedaleko tłum posyłał mu szczere uśmiechy. Chwycił ponownie gitarę i zagrał jeszcze kilka piosenek, ponownie opuszczając powieki. Czuł się wtedy bezpiecznie i wiedział, że jego widzom wcale to nie przeszkadza.

Zaczęło się ściemniać, gdy skończył ostatni utwór, więc spakował gitarę, zebrał rzeczy i już miał odchodzić, gdy zaczepił go jakiś chłopak. Najpierw poczuł jego ciepłą dłoń na swoim ramieniu, a potem ujrzał te niesamowicie niebieskie tęczówki – nawet jego Anioł takich nie posiadał – i naprawdę nie wiedział, co ma powiedzieć, więc stał w zdumieniu kilkanaście sekund, gdy zdał sobie sprawę z tego, co się dzieje.

- Słyszałem jak śpiewasz… to było perfekcyjne. - uśmiechnął się, a Harry nie mógł nie odwzajemnić tego gestu, bo czuł się wyjątkowo dobrze, jak na te okoliczności.

- Dziękuje.. - spojrzał w ziemię, zrywając kontakt wzrokowy. Wcale nie chciał tego robić, ale nie mógł wytrzymać intensywnie badającego go spojrzenia szatyna. - to naprawdę miłe.

- ładny wisiorek – powiedział nieznajomy, po czym podwinął rękaw swojej bluzy. Harry mógł zauważyć, że jego przedramię pokryte jest różnymi tatuażami, ale nie potrzebował wiele czasu, by odnaleźć ten właściwy, do którego nawiązał chłopak.

Papierowy samolocik.

Harry się uśmiechnął, więc Louis także to zrobił, jednak nie wiedział, ile to znaczy dla młodszego chłopca, nie wiedział (jeszcze), że na jego rozkosznej twarzy radość nie gości zbyt często.

- wierzysz w przeznaczenie? - nieśmiałe pytanie opuściło usta nastolatka.

- niezupełnie… – zachichotał Louis, poprawiając ubranie. - ale wierzę, że pójdziesz ze mną na kolację…

- ja..ja nie – zaplątał się w słowach, lecz całe rozdarcie ustąpiło, gdy stojący przed nim chłopak uniósł palcem jego brodę.

- ja stawiam, nie daj się prosić.

I Harry wiedział, że człowiek nie może otrzymać dwóch Aniołów za jednego życia, ale naprawdę nie chciał się w tym zagłębiać. Louis był miły i zaproponował kolację, a Harry był głodny, a może tak naprawdę pożądał tych  n i e b i e s k i c h  tęczówek.

~*~

- ja naprawdę nie powinienem.. - próbował protestować, lecz Louis nie dawał za wygraną. - nie będę miał jak Ci się odwdzięczyć!

- myślisz, że chcę czegokolwiek w zamian?

- przepraszam, po prostu nie stać mnie, by… - Louis zasłonił mu usta.

- jedyne czego chcę to spędzić z Tobą trochę czasu, obserwuję Cię od miesięcy, nie pozwolę żebyś choć jeden dzień więcej spał pod gołym niebem.

- co?

- po prostu, zaufaj mi.

- nie ufam ludziom, zrobiłem to i zobacz gdzie jestem – syknął Styles, rozkładając ręce. - naprawdę nie musisz się nade mną litować. - próbował odejść, zarzucając gitarę na plecy, ale Tomlinson znów go powstrzymał.

- Harry! To nie jest litość, po prostu… - zamilkł. - chciałem Cię zaprosić na randkę, ale uznałem, że nie chcę Cię wystraszyć, więc wymyśliłem słowo kolacja, co właściwie nie jest mylne, no bo to kolacja, jest wieczór i ciemno, i będą świece, więc…

Louis już nie dokończył, usłyszał tylko lekki hałas, gdy gitara Harry’ego zetknęła się z ziemią, a potem poczuł, jak jego usta zakrywają inne, miękkie i ciepłe wargi, które z pewnością byłby w stanie pokochać.

Harry jeszcze chwilę trzymał jego twarz w dłoniach, po czym odsunął się i przeprosił.

- chodźmy na tę randkę..yy kolację – uśmiechnął się Louis, podniósł gitarę chłopaka i pociągnął go w stronę restauracji.

~*~

Harry zerwał się z łóżka, założył różowe kapciuszki w króliczki, po czym zbiegł po schodach i zamknął się na chwilę w łazience. Wyszorował ząbki, poprawił włosy i uśmiechnął się do swojego odbicia. Postanowił, że zrobi na śniadanie tosty, chociaż ketchup skończył się wczoraj. Gdy smarował chleb usłyszał dzwonek do drzwi, więc zdjął z wieszaka kremowy szlafrok i zarzucił go na plecy, po czym przekręcił klucz.

- no wreszcie! - głos Louisa go nie zaskoczył. - zrobiłem zakupy – chłopak wepchnął Harry’ego do środka i trzymając w jednej ręce siatki z zakupami, wpił się w jego usta. - smakujesz miętą.

- to pasta do zębów – zaśmiał się Harry i odwzajemnił pocałunek, dziękując w myślach swojemu Aniołowi za to, że papierowy samolocik zbliżył go do szczęścia.

- cokolwiek powiesz, mój mały – Louis poczochrał jego włosy i wniósł produkty do kuchni. - gotujesz, jutro przychodzi Lindsay, obiecałem, że Ci nie powiem, ale ktoś musi to zrobić, więc… - urwał, widząc zaskoczony wyraz twarzy swojego chłopaka.

- Lou…nie widziałem jej ponad dwa lata… pół roku przed tym, jak mnie przygarnąłeś widzieliśmy się ostatni raz.

- Nie przygarnąłem, tylko wygrzałeś sobie w moim sercu miejsce, dlatego tu jesteś, dlatego od dwóch lat mieszkamy razem. - oplótł swoje ręce wokół talii młodszego, który opierał się teraz o meble.

Harry podniósł wisiorek papierowego samolocika do ust i lekko go cmoknął, po czym zrobił to samo z tatuażem Louisa.

- Harry?

- tak?

-zapraszam Cię dziś na kolację.

-miałeś na myśli randkę. - poprawił go młodszy, po czym wsunął swoją głowę w zagłębienie jego szyi i przymknął oczy, nucąc pod nosem „To jest ten moment, którego potrzebowaliśmy najbardziej”*.

- och, przejrzałeś mnie!

- przecież obserwowałem Cię od miesięcy.**

_________________

* przerobiony pierwszy fragment piosenki, którą śpiewał wcześniej Harry.
** nawiązanie do wcześniejszych słów Louisa, gdyby ktoś nie zczaił :D


My drug - one shot (Larry)











Pairing: Larry 
Opis: Czy można uzależnić się od czyjejś obecności do tego stopnia, by wszystko inne nie miało znaczenia? Wakacje, słona woda i masa miłości. Opalenizna to nie jedyna rzecz, jaką Louis zyskał podczas pobytu w Chorwacji.
Od autorki: One shot pisany na chorwackich plażach, podczas moich wakacji w 2012 roku! Nie miałam komputera ze sobą, więc tworzyłam wszystko na telefonie! Czujecie to? Mam do tej historii ogromny sentyment, dlatego dzielę się nią z Wami. To jest takie trochę...carrotowe, ale no..2012!

~*~

Błękit morza.
Błękit jego tęczówek.
Błękit miłości.

Czego chcieć więcej?

Gorące uczucie zapisane w gwiazdach.

Wystarczyła chwila, by kędzierzawy chłopak zauważył siedzącego na ogromnej skale szatyna. Szedł właśnie brzegiem morza, lekkie fale oblewały jego bose stopy, a zachodzące słońce raziło ostatnimi promieniami. Wieczór obfitował w ciepłe, a nawet gorące powietrze. Harry mieszkający całe życie w Anglii odczuwał to teraz o wiele bardziej, niż mogłoby się wydawać. Otarł z czoła kilka kropel potu i ruszył na przód. Długo zastanawiał się czy może przysiąść się do samotnego chłopaka. Czuł dziwną potrzebę rozmowy z nieznajomym. Zbliżył się na kilka metrów i usiadł na drobnych kamykach. Fala przypłynęła zbyt blisko mocząc jego granatowe spodenki. Jednak nie to zaprzątało jego myśli. Nie to było teraz tematem jego rozważań. Ukradkiem spojrzał na niesamowitą opaleniznę nastolatka. Wyglądał na tubylca i właśnie wlepiał swój wzrok w przepiękny, pomarańczowy zachód słońca. Mimo, że siedział kawałek od niego Harry mógł ujrzeć przeszywający błękit jego tęczówek. Czy rzeczywiście posiadały tak cudowną barwę? 

Lokaty Anglik postanowił to sprawdzić, ale nim zdążył zrobić jakikolwiek krok, ciepła, ale słona woda chlupnęła mu prosto w oczy tak mocno, że poczuł bliższe spotkanie z kamienistym brzegiem morza.

- Hej, kolego, wszystko w porządku? - Do jego uszu dotarł słodki, a zarazem czuły głos.
- Um, tak, myślę, że tak - odparł szybko Harry, przecierając zamknięte oczy. Nie miał pewności z kim rozmawia, nie miał pojęcia, że w odległości dosłownie 10 centymetrów kuca obiekt jego westchnień. Po omacku odnalazł grunt i próbował wspiąć się wyżej plaży. Niestety z zamkniętymi oczami po niewygodnym wybrzeżu nie było to łatwe. Poślizgnął się i woda ponownie oblała jego mokre już szorty. Zarówno on, jak i nowy znajomy, wybuchnęli gromkim śmiechem.

- Chodź, pomogę Ci, usiądźmy na skale - zaproponował chłopak, ciągnąc krętowłosego za rękę. Chwilę później wycierał jego piekące do granic możliwości oczy swoim ulubionym ręcznikiem.
- Teraz lepiej? - spytał, po czym przeanalizował całe ciało chłopaka wykorzystując fakt, że Harry ma jeszcze zamknięte powieki. Wyglądał bardzo czarująco. Na jego policzkach pojawiły się wypieki. Nie potrafił tego w żaden sensowny sposób wytłumaczyć.
- Jesteś tu sam ? - mruknął Harry, po czym szybko palnął się z otwartej ręki w czoło. - Przepraszam, nie powinienem pytać. Mam na imię Harry - szepnął po chwili podając chłopakowi dłoń. Zdawało mu się, że oczy nieznajomego zaiskrzyły się na dźwięk jego głosu.
- Całkiem sam. Jestem Louis - skwitował krótko uwydatniając swoje śliczne, białe zęby. - a Ty? - spytał niepewnie, przygryzając dolną wargę. W brzuchu Harry'ego zawirowało. Ten widok wcale nie pomagał mu w opanowaniu emocji.
- Całkiem, całkiem sam. - wymruczał roześmianym głosem, wywołując delikatną tęczę na niebie opalonego przystojniaka.
- Czy to nie dziwne? - szepnął Harry unosząc brwi do góry.
- Owszem, a więc co tak przystojny Anglik robi sam tak daleko od domu?
- Skąd wiesz, że jestem z Anglii? - zdezorientowany głos Harry'ego dotarł do uszu Louisa.
- Hm, twój akcent wiele zdradza. - oświadczył kładąc dłoń na swoim różowym policzku.

- oh, of course.. - parsknął pod nosem tak uroczo, że Lou ponownie wyszczerzył się w słodkim uśmieszku.

- wybacz Louis, ale ja nie jestem dobry w te karty, a więc.. To znaczy.. Yyy po prostu powiedz mi czy… - zaplątał się w słowach.

- spokojnie przyjacielu, jest okej. Też jestem z Anglii. - powiedział Tommo, kładąc na jego plecach rękę. Biło z niej tak niesamowite ciepło, że Harry przez moment milczał, zastanawiając się, co sprawiło, że ten dotyk sprawia mu tyle przyjemności.

- ale jak to możliwe? - Styles wybałuszył swoje duże, zielone oczy.

- mieszkałem tu parę lat temu, a teraz przyjechałem na.. na jakiś czas.. - odparł omijając pewien fragment myśli i w tym samym momencie poprawił grzywkę, która opadła na jego brązowe czoło. - no wiesz sentymenty.. - dodał po chwili. Harry uśmiechnął się tylko porozumiewawczo, bowiem niepotrzebne były tu żadne słowa.

Reszta wieczoru minęła bardzo miło. Zachodzące słońce wytworzyło wspaniały klimat do rozmów. Harry wymieniając kolejne spostrzeżenia dotyczące jego życia nie zdawał sobie sprawy, że w jego sercu zapłonęła malutka iskierka, która z czasem miała rozrosnąć się do maksymalnych rozmiarów i tlić co raz mocniej.


Louis nie wierzył w przypadki. Od zawsze wyznawał tą zasadę. Dlatego dzisiejszej nocy, po powrocie do hotelowego apartamentu długo rozmyślał. Czyżby spotkanie z lokatym chłopcem było jego przeznaczeniem?

Za nic w świecie nie mógł wyrzucić że swojej głowy obrazu tego bezbronnego, ale jakże uroczego dzieciaka. Na zegarze wybiło 03:03, a jego powieki nadal unosiły się ku górze. Czyżby zapewnił sobie bezsenność na kolejne dni.. A może i miesiące?

Dzień 1.

Odgłos świerszczy wyrwał ze snu zmęczonego Loczka.

- Cholera..uhm - mruknął sam do siebie zwlekając się z łóżka. Lekka pościel otulała jego nagie ciało. Z ogromną niechęcią wsunął na siebie kolorowe bokserki i przemył twarz zimną wodą. Usiadł przy otwartej lodówce zastanawiając się nad spożyciem śniadania. Ostatecznie wypił kilka łyków mleka i rzucił się na mięciutką sofę. Przeskoczył kilka chorwackich programów i zrezygnowany wyłączył tv. Pierwszy raz w życiu żałował, że sam wybrał się na wypoczynek. Pierwszy raz w życiu miał potrzebę bliskości drugiej osoby.

Louis, jak nigdy wstał rześki i wyspany. Mimo, że długo nie mógł zmrużyć oka jego twarz wyglądała całkiem przyzwoicie. Stanął przed lustrem, oglądając swoje rysy. Były delikatnie kobiece, co sprawiało, że wyglądał na prawdę oszałamiająco. - No już daj spokój. Przestań o nim myśleć. - szepnął wpatrując się we własne oblicze. Prosił się o coś, co było zupełnie niewykonalne.

_

- Wiedziałem, że Cię tu znajdę. - słodki głos Lou wywołał ciary na nagiej klacie Harry'ego. - To znaczy.. Miałem nadzieję, że tu będziesz.

Serce Stylesa zadrżało. Czy On mówił poważnie?

-Miałeś.. nadzieję? - spytał zdziwiony, podczas gdy szatyn usadawiał się obok niego na niewygodnej skale.

- Po prostu bałem się, że mogę Cię już nie spotkać.. - wyjaśnił Lou, a jego policzki przybrały różową barwę.

Harry Styles uświadomił sobie teraz, że gdy na horyzoncie pojawia się Lou, jego ręce niesamowicie się pocą, a serce wzmaga swój rytm. Ale to normalne, prawda?

Błąd.

To zajebiście nienormalne.

Ten wieczór minął podobnie jak poprzedni. Jednak można było odnaleźć w czułych spojrzeniach cząstkę miłości, która rodziła się między tą dwójką. Żaden z nich nie był tego ani trochę świadomy.

Ten wieczór szaleńczo przypominał poprzedni. Grzeczne rozmowy na skalistym wybrzeżu w otoczeniu kilku turystów fotografujących wspaniałe widoki. Nic więcej.

Harry w skupieniu przysłuchiwał się słowom Louisa. Nie szczędził mu drobnych uśmieszków, co zdecydowanie podkręcało atmosferę. Ale przecież ten wieczór był normalny..

Przecież czułe spojrzenia Louisa i intrygujące gesty Harry'ego nic nie znaczyły. Przecież ta znajomość nie wiązała się z żadnymi obietnicami czy przysięgami. 

JESZCZE.

Lou powrócił do apartamentu i podobnie jak 24h temu jego umysł został przytłoczony przez setki myśli o kędzierzawym chłopcu. O chłopcu, który zburzył jego szarą monotonnie wywołując ścisk w żołądku i ciary na plecach. 


Harry natomiast udał się jeszcze na krótki spacer. Musiał ułożyć w swojej głowie jakiś plan. Musiał wyjaśnić samemu sobie, czego tak na prawdę chce od życia. Ostatnio stale towarzyszyły mu niepowodzenia i porażki. Marzył o tym, by w końcu odbić się od dna i wylądować na samym szczycie. Dosłownie.


I wiedział kto mu może w tym pomóc. Przypomniał sobie ruch warg Louisa podczas ich rozmowy. Przypomniał sobie napływające ciepło do jego podbrzusza. Poczuł się niesamowicie błogo. Motylki?

Dzień 2.

- To chyba tu.. - mruknął Louis stawiając małe kroki w kierunku ogromnego apartamentu, w którym rzekomo miał mieszkać Harry. Podał mu ten adres wczorajszego wieczora, jakby obawiając się o utratę kontaktu. Pewnie nie sądził, że Louis tak szybko zechce go wykorzystać. Było bardzo wcześnie. Słońce dopiero zaczynało swoją wędrówkę po niebie.

Podczas, gdy Hazza smacznie sobie spał Louis przemierzał kolejne schody. Przeklął w duchu swoją klaustrofobię. W innym przypadku mógłby skorzystać z windy. Pech chciał, że Harreh wybrał sobie mieszkanie na 5 piętrze. Widok oszałamiający, ale ile schodów. - pomyślał Lou wdrapując coraz wyżej.

_

Pukanie do drzwi obudziło pogrążonego we śnie Loczka. Z okropną niechęcią dźwignął się ze swojego miękkiego łóżka, które w rzeczywistości było zwane ‘małżeńskim’ i skierował w stronę wyjścia z zamiarem ochrzanienia osoby, która o tak wczesnej porze zakłóciła jego spokój. Ale w momencie, gdy uchylił drzwi cała złość minęła..

Louis niepewnie zapukał do apartamentu chłopaka i z niecierpliwością oczekiwał, aż czupryna bujnych loków pojawi się przed jego oczami. Harry całkiem nieświadomy kto jest porannym gościem pojawił się na progu w samych bokserkach.

- Louis ? - jego głos nie był ani trochę szorstki.

- Witaj Harry. Przepraszam za najście, ale pomyślałem, że… - wyszeptał, ściskając w dłoniach dwa kubki kawy i opakowanie świeżych pączków. Nie dane było mu dokończyć, bo Styles wciągnął go do pomieszczenia zatrzaskując głośno drzwi. W tym ułamku sekundy ich ciała otarły się o siebie wywołując niemałe iskry. Louis zajął miejsce w pokoju gościnnym, który połączony był z małą kuchnią. Harry natychmiast rzucił słodkości na talerz i zdjął pokrywki z kubeczków podśpiewując pod nosem stare kawałki. Po chwili zorientował się, że nie jest sam. Przystanął i spojrzał na swoje ciało, okryte tylko skąpymi bokserkami.

- Um, przepraszam. Pójdę się ubrać. - wyszeptał, a jego policzki przybrały różową barwę. Louis natychmiast drgnął, nie chcąc by jego nowy kolega czuł się zażenowany.

- Jest okej, Hazz. - oświadczył, przygryzając dolną wargę. Gdyby tylko wiedział jak działa to na kędzierzawego nastolatka.. Gdyby wiedział.

- Na pewno? Założę się, że masz lepsze ciało.. - niespodziewanie z ust Harry'ego padły te słowa. Również niespodziewanie Louis podniósł się z zamszowej kanapy i zdjął biały t-shirt, zasłaniający jego klatkę piersiową. Harry dotychczas mógł o tym pomarzyć, ale nigdy nie sądził, że dojdzie do tego w realnym życiu. Zbliżył się do chłopaka i położył swoją dłoń na jego torsie, po czym delikatnie przejechał w górę.. Zatrzymał rękę na szyi. Poczuł w tym momencie ogromną ochotę składania na niej mokrych, czułych pocałunków. Po chwili jednak się opamiętał.

- um, przepraszam Lou, nie powinienem.. Ale jesteś okropnie pociągający - oznajmił zawstydzony, próbując ukryć rumieńce, które opanowały jego bladą twarz przysłoniętą burzą loków.

- Schlebiasz mi, wiesz? - odparł w odpowiedzi uśmiechając się tak szczerze, że Harry'emu spadł kamień z serca.

To było jedno z ich pierwszych, wstydliwych zbliżeń. A dni upływały niemiłosiernie szybko..

_

- Lou, wszystko dobrze? - Styles zaobserwował zdenerwowanie na twarzy chłopaka. - Lou, masz klaustrofobie? Czemu nic nie mówiłeś? - jego ton był delikatny i odrobinę zatroskany.

- Myślałem.. Myślałem, że dam radę.. - wyszeptał i wtulił się w tors Harryego, zamykając oczy. Zjeżdżali właśnie hotelową windą, która w ekspresowym tempie mijała kolejne piętra.

Loczek stał się jego kołem ratunkowym, którego za wszelką cenę nie chciał puszczać.

Planem na dziś było po prostu plażowanie.

Dzień 3.

- Auć! Głupku! - krzyknął Harreh podczas, gdy ręce Louisa spoczywały na jego spieczonych plecach.

- Mówiłem, żebyś się smarował kremem z filtrem. Nie słuchałeś! - odpyskował szatyn wylewając prawie połowę balsamu chłodzącego. Kiedy skończył wcierać go w rozpalone ciało chłopaka poczuł na swoim policzku mokrego całusa.

- Dziękuje Lou, jesteś najlepszy.

Tomlinson nie wiedział, co powiedzieć. Nie wiedział jak zareagować. Nie chciał zabrzmieć banalnie, ale też nie chciał zignorować sygnałów jakie otrzymał od Hazzy. Krzyknął tylko krótkie 'zawsze do usług’ i zajął jeden z foteli. Dzisiejszy dzień zapowiadał się całkiem inaczej. Z racji tego, że Styles miał poparzoną skórę musiał unikać słońca. Dlatego dobrotliwy, wielkoduszny i ooch, ZAKOCHANY Louis zdecydował się zaopiekować bezbronnym dzieciakiem.

Kanały muzyczne i rozmowy.

Pod takim hasłem upływał dzień dwóch zwariowanych chłopaków, którzy nie mieli pojęcia jak wiele ich łączy. Wyjawili sobie najskrytsze sekrety, wyjawili sobie to, co ich trapi pomijając jeden, bardzo ważny szczegół. Może spowodowane było to lękiem przed odrzuceniem czy też lękiem przed porażką. Może.

Louis od wczoraj nie był w swoim apartamencie. Nie musiał. Nie chciał. Oczywiście noc spędził kulturalnie na kanapie w salonie Harry'ego. Żadne niestosowne ruchy nie miały miejsca. No przecież.

- Louis? - szepnął przeciągle Hazz, na co szatyn podniósł swoją głowę z jego kolan i spojrzał w te szalenie seledynowe tęczówki. - Mogę o coś spytać?

- jasne - odparł pół-śpiąco Tommo, zamykając wreszcie swoje zmęczone nicnierobieniem powieki.

- Znamy się 4 dni, a czuję jakby to była wieczność. - oświadczył Harreh dmuchając ciepłym powietrzem na czoło leżącego na jego kolanach Louisa.

- Loueh śpisz? - mruknął muskając rozpalony policzek swojego towarzysza.

Odpowiedziała mu cisza.

Zaśmiał się cicho pod nosem, wyobrażając sobie jak niesamowicie muszą smakować usta Tomlinsona. Chciał spróbować zakazanego owocu. Delikatnie nachylił się, ale…

- Co mówiłeś Hazz? - spytał przez zęby Lou.

Harreh powtórzył swoją wcześniejszą wypowiedź, na co otrzymał kolejny serdeczny uśmiech Tomlinsona i słowa: 'to chyba dobrze, nie?’ ;)

- Śpiąca królewno, pójdę zrobić coś do jedzenia, w końcu to mój pałac. Nie mogę Cię zaniedbywać.

- Hazz, ja chyba powinienem już iść, nie mogę siedzieć Ci ciągle na głowie.

- Przestań, lubię z Tobą spędzać czas, proszę zostań.. chociaż jeszcze przez chwilę. - wybłagał, robiąc maślane oczka, którym Louis nawet gdyby chciał nie potrafił się oprzeć.

Został, jeszcze na całą chwilę.. która przemieniła się w całą noc.

Dzień 4.

Z samego rana, gdy Harry smacznie spał, Louis zebrał się z łóżka i ogarnął bałagan jaki wczoraj stworzyli. Założył swoje szorty i wślizgnął się do sypialni Loczka. Pożegnał go czułym spojrzeniem, zostawiając na szafce balsam po opalaniu i krótką wiadomość zapisaną na małej, różowej karteczce.

Gdy Harry otworzył oczy jego pokój wypełniały drobne promienie słońca. Zaciągnięta do połowy roleta chroniła przynajmniej część pomieszczenia przed ogarniającym całą Chorwację upałem. Zerknął na leżącą na stoliku wiadomość. Uśmiechnął się widząc podpis jaki zostawił mu Louis. Nagle do jego uszu dotarł dźwięk sms'a.

Od: Gemma

Harreh brawo! Przyszły wyniki. Dostałeś się. Miłego wypoczynku xxx


Bez znaczenia, co miał przynieść ten dzień nic nie mogło popsuć niesamowitego nastroju lokowatego chłopaka.

_

Ten moment, gdy zielone tęczówki zarejestrowały hotel na wzgórzu.

-Wow, Louis.. - szepnął sam do siebie, wlepiając oczy w pięciogwiazdkowy apartament. - No ładnie.

Później udał się do recepcji, spytać o numer pokoju Lou, bowiem ten zapisał na owej karteczce jedynie nazwę ulicy. W chwili, gdy dotarł na właściwy korytarz z drzwi, które były rzekomo drzwiami od mieszkania Tommo wyłoniła się wysoka, brązowowłosa dziewczyna. Harry'emu natychmiast skręcił się żołądek. Nie wiadomo dlaczego obrócił się na pięcie i skierował w stronę windy.

- Harry? - głos Louisa sparaliżował go tak, że nie mógł wykonać, żadnego ruchu.

- Oo… Louis.- odparł, próbując ukryć swoją niepewność.

- Dlaczego? Dlaczego szedłeś w kierunku wyjścia? - to pytanie przyparło Loczka do ściany.

Nie wiedział jak sensownie wytłumaczyć swoją 'ucieczkę’, dlatego postanowił nic nie mówić. Kilka minut później siedział w apartamencie swojego nowego przyjaciela, delektując się pysznym sokiem z arbuza.

- Powiesz mi? - Louis stale naciskał.

- Po prostu nie chciałem przeszkadzać. - oświadczył spokojnie Loczek ukazując swój piękny, śnieżnobiały uśmiech.

- W czym? Poza tym Ty mi nigdy nie przeszkadzasz. - odpowiedział Lou czochrając włosy młodszego chłopaka

- No ta dziewczyna.. - zaczął młodszy, ale ugryzł się w język, zdając sobie sprawę, że to nie leży w jego interesie. Czyżby?

- Sprzątaczka. Poza tym jestem gejem. - mruknął Lou siadając na przeciw zszokowanego Harry'ego.


Dzień 5.

Wydarzenia poprzedniego dnia ciągle siedziały w głowie Harry'ego. Nawet scena, w której Louis niezbyt delikatnie oświadczył, że jest homoseksualny. Czyżby miał w tym jakiś cel?

Styles nakrył głowę poduszką próbując odepchnąć od siebie choć na moment nurtujące go pytania. Wtedy, gdy Lou ściągnął koszulkę poczuł dziwne ciepło. A w momencie, gdy przejechał dłonią po jego nagim torsie czuł, że może latać. “Czy to znaczy, że też jestem gejem?” - pomyślał przecierając zaspane oczy.

Nie miał szansy dłużej się zastanawiać, bo w jego sypialni pojawił się nikt inny jak Louis.

- Cześć… Cześć Harreh - jego głos nie posiadał teraz tej cudownej barwy, co wcześniej - Ja.. Przyszedłem przeprosić…

- Za co Ty chcesz mnie przepraszać? - odparł cicho Harry podciągając pod siebie nogi.

Doskonale wiedział, o co chodzi Louisowi. Zdawał sobie sprawę, że zakłopotanie chłopaka rosło z każdą minutą. I najgorsze, że nie potrafił mu pomóc.

- Nie przeszkadza mi to Louis. - uprzedził go mimo wszystko, a swoją rękę zgrabnie skierował w stronę jego, gładkiego policzka.

- Nie chcę, aby to w jakiś sposób popsuło nasze relacje… - słowa z trudem wypływały z ust Louisa.

* perspektywa: Louis *

Nie miałem pojęcia jak zachowywać się teraz wobec Harry'ego. W głębi serca liczyłem na to, że zaakceptuje mój wybór. Nie mogłem przespać nocy, bo ciągle w mojej głowie pojawiał się jego wyraz twarzy. Zaczynałem, żałować, że wyjawiłem mu ten sekret. Ale to po prostu samo ze mnie wypłynęło. Nie kontroluje tego. Mimo, iż nie wstydzę się swojej orientacji to przed Hazzą zwyczajnie było mi głupio. Wiem, że jest tolerancyjny, ale co jeśli to tylko pozory? Co jeśli tak na prawdę myśli inaczej. Znamy się krótko, ale mam stuprocentową pewność, że jest wyjątkowy.


Stałem teraz nad nim. Jego ciepła dłoń owijała się wokół mojego policzka, a zielone tęczówki hipnotyzowały swą barwą. Dałbym sobie wyrwać serce, że przez moment zajechało mi od niego uczuciem, gorącym uczuciem. Właśnie wmawiał mi, że wcale mu moje gejostwo nie przeszkadza. Był wiarygodny, więc dlaczego miałbym nie uwierzyć?

* koniec *

- Czyż nie wyglądam na prawdziwego pedała? - mruknął Lou kręcąc tyłeczkiem na rozładowanie atmosfery.

- Przestań tak mówić. Akceptuje to. Zresztą ja..

- Co Ty, Harreh? - spytał z przejęciem.

- Nie mam nic przeciwko. - odparł krótko.

Louisowi zdawało się jednak, że Hazz miał zamiar wyjawić coś zupełnie innego, a ostatecznie z obawy przed ośmieszeniem zrezygnował.

- To co dziś robimy? - szepnął wyrywając go z zamyślenia.

- Może to - syknął Curly zmniejszając odległość między ich ciałami. Jego dłonie spoczęły na jędrnych pośladkach Louisa, a usta z niesamowitą subtelnością muskały szyję. Oddech Harryego stawał się co raz płytszy. Louis nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Nie spodziewał się, że jego skóra kiedykolwiek poczuje na sobie mokre pocałunki tego rozkosznego dzieciaka.

- Hazz, co Ty.. - wyszeptał mimo, iż nie chciał przerywać tego błogiego uniesienia.

- shhh, wiem, że tego chcesz. - jęknął Harry w odpowiedzi.

Po tych słowach Louis się zamknął. Z jego wnętrza nie padały już żadne dźwięki, nie licząc cichych pomruków, wypełniających całą sypialnię.

Loczek nie kontrolował tych gestów. Czuł po prostu potrzebę bliskości z Louisem. Czuł, że jedynie w taki sposób może udowodnić sobie, co tak na prawdę siedzi w jego sercu.

Punktem kulminacyjnym miał być pocałunek. To właśnie od niego zależało wiele. Podczas, gdy starszy chłopak leżał na plecach, Harry usadowił się na nim okrakiem i odgarnął opadające na jego czoło kosmyki.

- pozwolisz mi? - wychrypiał unosząc brew do góry.

- jestem cały Twój - szepnął, przygryzając dolną wargę w oczekiwaniu na to, co miało się wydarzyć.

Ich twarze dzieliły teraz milimetry, a Harry nachylał się coraz mocniej.

- Zamknij, zamknij oczy Loueh - wysapał, pocierając kciukiem jego policzek.

Chłopak natychmiast wykonał polecenie. Chwilę później spierzchnięte wargi Harry'ego połączyły się z pragnącymi czułości ustami Louisa. Ich języki rozpoczęły szaleńczą walkę o dominację. Bez znaczenia, który z nich by ją wygrał było to zachowanie godne gejowskiego etosu.

- To było.. - zaczął Hazz, ale nie potrafił wykrzesać z siebie więcej słów..

- jak magia Harry, wiem. - dokończył Louis muskając jeszcze zachłannie szyję swojego towarzysza.

Reszta dnia minęła spokojnie. Ale tylko z zewnątrz, bo zarówno w sercu Louisa, jak i w sercu Harry'ego trwała największa rewolucja świata. Mieszanka uczuć, pragnień i marzeń.

Dzień 6.

Kolejny dzień spędzony w apartamencie Harry'ego. Bez wątpienia te wakacje można uznać za udane.

- Chodź do wody, no chodź wreszcie. - ciepły głos Louisa zachęcił Stylesa do zrzucenia z siebie koszulki.

Chwilę później ich ciała ocierały się o siebie w szaleńczo przezroczystej wodzie. Znajdowali się właśnie na jednej z dzikich plaż, gdzie mogli zaczerpnąć trochę prywatności. Główne wybrzeża były obładowane turystami i żądnymi sensacji paparazzi. 

- Louis, ja nie umiem pływać! - krzyknął przerażony, po tym jak jego przyjaciel ciągnął go w głębiny. - Utopie się, ratunku!

- Przestań histeryzować jak dziewczynka - mruknął w odpowiedzi szatyn, nie wypuszczając ze swych objęć przestraszonego dzieciaka.

- Mogę być Twoją dziewczynką - szepnął Styles zaciskając swoje ręce na jego szyi. - ale mnie nie puszczaj, proszę.


Podczas, gdy słońce ogrzewało nagi tors Harry'ego, Louis udał się do pobliskiego sklepu. Minęło może piętnaście minut, a Loczek usłyszał jego głos. Nie był on jednak jedynym. Rozmawiał z kimś. Z dziewczyną. Jakąś dziewczyną. Chłopak poczuł zagrożenie. Poczuł się jakby.. zazdrosny? 'To chyba nie możliwe, że mam ochotę ją zabić za to, że z nim rozmawia’ - powiedział w myślach, klepiąc się w czoło. Postanowił zignorować tą sytuację i powrócił do opalania.

- Auuuuuuć, Ty idioto! - warknął loczek w momencie, gdy na jego ciele spoczęła zimna butelka piwa. - nie mogłeś delikatniej?

- Ojej, przepraszam królewnę - odpyskował Lou, zajmując miejsce obok.

- Gdzie byłeś tak długo ?

- Rozmawiałem.

- Z kim ?

- A z.. a co to przesłuchanie ?

- Nie, wcale mnie to nie obchodzi.

- Jasne.

- No tak.

- Czyżby ktoś tu był zazdrosny?

- Wcale nie jestem.

Usta Tomlinsona ostatecznie spoczęły na nagrzanym policzku Harry'ego szepcząc ciche 'przepraszam’.

_

- Harry, uważaj! Jeżo.. - Louis'owi nie udało się dokończyć, bowiem na plaży rozległ się głośny, chrapliwy krzyk. - Znów mnie nie słuchasz, mówiłem, że zakłada się buty.

- Loueh, to boli, Loueh - mruczał Haz, podczas gdy Tommo niósł go do samochodu. - Boli mnie..

- Wiem, musimy jechać do szpitala, nie wiadomo czy ten jeżowiec miał jad. - odparł spokojnie, a już po chwili przekręcał kluczyć w stacyjce. - Trzymaj się.

Niestety ruch uliczny przybierał stale na sile i nieuniknionym było nie stać w korkach. Na szczęście dzięki spostrzegawczości Louisa udało się jakoś szybko przez nie przebrnąć.

Oddział ani trochę nie przypominał angielskich szpitali. Wszędzie było biało, czysto. Aż za czysto. Taki widok przerażał siedzącego w poczekalni Lou. Chłopak oczekiwał, aż jedne z również białych drzwi uchylą się, a przed nim stanie bujna czupryna. Czas się dłużył, a po Harrym, ani śladu.

Wreszcie jego źrenice zarejestrowały postać, której oczekiwał od dobrej godziny. Hazz stał uśmiechnięty od ucha do ucha z podkuloną nogą. Jego stopa była starannie owinięta w niebieski bandaż. Ciekawe czy kolor sobie wybrał sam czy też zostało to narzucone z góry. No cóż, nieistotne. Ten punkt medyczny był na prawdę dziwny i Lou pragnął opuścić go jak najszybciej. Wziął pod rękę swoją kalekę i wyruszył w stronę wyjścia.

- Lekarz mówi, że jutro już będzie dobrze. Nie miał jadu tylko zwyczajnie ukłuł mnie. - oświadczył dumnie Hazz, przygryzając wargę i robiąc maślane oczka. - Louis, dziękuje, gdyby nie Ty..

- Drobiazg, Kocie. - mruknął starszy chłopak, po czym otworzył drzwi od auta i jednym ruchem ręki zaprosił go do środka.

_

Wieczór był zaskakująco chłodny. Z północy przyszedł zimny front zwiastujący pogorszenie pogody. Wiatry opanowały cały teren. Nie było jakoś przeraźliwie zimno, ale klimatyzacja w zupełności mogła sobie odpocząć.

- Louis? - szepnął Harry kładąc głowę na jego klatce piersiowej. - Louis, mogę Cię pocałować?

Tommo zadrżał słysząc pytanie swojego nowego przyjaciela. Miał wrażenie, że spadł na niego ogromny głaz, bowiem nie potrafił wykonać żadnego sensownego ruchu.

- Mogę? - Styles powtórzył pytanie, na co Lou ponownie zadrżał. Skinął tylko lekko głową na znak zgody.

Sekundę później, mięciutki język Harry'ego Stylesa pieścił jego podniebienie.

Sekundę później czuł jego szybki oddech na swojej skórze.

Sekundę później jego wargi przybrały siną barwę.

Sekundę później wplatał swoje ręce w jego cudowne loczki.

Sekundę później szaleńczo rozpinał koszulę.

Sekundę później pokój przesiąknął sapnięciami i jękami.

Sekundę później jego serce zrozumiało, że.. to miłość.

Dzień 7.

Tego dnia Louis obudził się w swoim łóżku. W tym samym łóżku, które było świadkiem gorących i zachłannych pocałunków. Harry sprawił, że jego tętno przyspiesza na myśl o tym, co było i o tym, co może się zdarzyć. Harry powoduje u niego ciary na plecach i skurcz w brzuchu. Harry.. a właśnie.. Harry.

- Gdzie jesteś? - krzyknął tak, by jego głos rozniósł się po całym pokoju, ale niestety nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Wsunął, więc na tyłek jakieś bokserki i skierował się w stronę kuchni.

Po kilku minutach przeszukał cały apartament, ale loczka nigdzie nie było. Czyżby zrobił coś nie tak? Zaczęły go męczyć wyrzuty sumienia.

Nie jedząc śniadania wyskoczył z hotelu zmierzając do miejsca, w którym zatrzymał się Harry.

Wsiadł do windy. Tak. Wsiadł do windy. Liczyła się każda minuta, a czas niesamowicie szybko ulatywał.

Dla ukochanej osoby jesteśmy w stanie pokonać największe przeszkody, dla ukochanej osoby jesteśmy w stanie zmierzyć się z najgorszymi przeciwnościami losu.

Jak smutny wyraz twarzy musiał mieć Louis, gdy drzwi od apartamentu otworzyła mu jakaś wysoka brunetka. Jak bardzo smutny musiał być, gdy dowiedział się, że Harry wyprowadził się z samego rana.

Usiadł na korytarzu i zastanawiał się, co zrobił źle. Gdzie popełnił błąd?

Nie naciskał. Przecież praktycznie wszystko, co się wydarzyło pomiędzy nimi inicjował Harry.

A więc, co zrobił źle?

Zbiegł prędko po schodach do recepcji. Miał nadzieję, że choć tam uzyska jakieś informacje o swoim przyjacielu. Jednak ochrona danych osobowych nie pozwalała na to mimo, iż recepcjonistka sprawiała wrażenie przyjaznej kobiety.

Wrócił do apartamentu bez Harry'ego.

Wrócił do apartamentu ze złamanym sercem.

Nie miał już więcej ochoty na wakacje, spakował walizkę, odczytał zaległe wiadomości bombardujące jego skrzynkę, po czym udał się na ostatni spacer po plaży. Spacer do miejsca, w którym po raz pierwszy spotkał lokatą czuprynę. W głębi duszy pragnął, żeby chłopak siedział tam i czekał na niego, jednak marzenia nie zawsze się spełniają, a przynajmniej nie wtedy kiedy byśmy tego chcieli.

Zrozumiał, że ta przelotna znajomość, że ten przelotny romans nie mógł trwać wiecznie.

Samolot wraz z Louisem na pokładzie odleciał dokładnie o godzinie 17 czasu chorwackiego.

3 miesiące później.

- Mam nadzieję, że Ci spodoba - szepnęła Lottie poprawiając krawat Louisa. - powodzenia w nowej szkole dzieciaku.

- Dzięki Lott, napiszę jak było. - odparł Tommo całując swoją starszą* siostrę na pożegnanie.

Wyszedł z domu oczekując na taksówkę, która zjawiła się dosłownie minutę później. Jego serce zaczęło się powoli goić mimo, iż nadal był zupełnie sam. Jedyną osobą, która go wspierała była Charlotte. Rodzice, gdy dowiedzieli się o jego orientacji przekreślili przyszłość swojego syna. Dobrze, ze otrzymał po dziadku ogromny spadek tak, że mógł bez ich pomocy wieść godne życie. Jednak chyba nic nie zastąpi miłości rodzicielskiej..

Dotarł na miejsce. Budynek był ogromny, a plac na którym znajdowało się mnóstwo przyszłych absolwentów tej szkoły przystrojony został w różne kwiaty. Zrobił krok na przód, gdy nagle poczuł na swoim ramieniu czyjąś dłoń.

- Harry? - jego głos drżał, nie wiadomo czy bardziej z radości czy przerażenia.

- Przepraszam Louis, przepraszam Cię tak cholernie. - wyszeptał przez łzy, ciągnąc go w bardziej ustronne miejsce.

- Nie płacz.. - mruknął Lou, przytulając się do odstrojonego w czarny garniak Loczka. - nie płacz.

Było go jedynie na tyle stać. No, bo co miał powiedzieć?

..że tęsknił?

..że każdego dnia modlił się o kolejne spotkanie?

..że stał się sensem jego życia?

..że złamał mu serce?

..że brakowało mu jego zielonych tęczówek?

…że uzależnił się od niego, do tego stopnia, że nic innego nie miało znaczenia?

- Przepraszam - powtórzył Hazz, ale teraz wydawał się być bardziej opanowany. - Rozumiem jeśli mnie nienawidzisz, rozumiem. Zachowałem się jak dziecko. - Przepraszam.

- Lepiej powiedz dlaczego.. - zaczął Louis. - dlaczego mnie zostawiłeś? Wiesz jak się poczułem? Odszedłeś bez żadnego pożegnania.. w ogóle skąd wiedziałeś, że tu będę?

- Przeczytałem listę uczniów i wtedy zrozumiałem, że los dał mi szansę na naprawienie tego, co zjebałem. Kurwa, jeżeli Ty mi dasz szansę.. wyjechałem, uciekłem Lou, uciekłem bo przeraziło mnie to, że Cię kocham.

- Ty tutaj też będziesz się uczył.. zaraz, co? Co powiedziałeś? - wykrzyczał Tommo, ale Hazz zamknął mu usta gorącym pocałunkiem.

- Kocham Cię Louis, potrzebowałem czasu, przepraszam.. - powtórzył cicho i odgarniając loczki z czoła skierował się w stronę apelu.

- Ja.. czekaj.. ja.. Ty, jesteś jak uzależnienie Harry, jak mój prywatny narkotyk. Nie sądziłem, że moje uczucia przybiorą tak bardzo na sile. - odpowiedział Louis, kierując swój wzrok w podłogę.

- To znaczy, że Ty też? - spytał niepewnie Styles przygryzając nerwowo dolną wargę.

- To znaczy, że Cię bardzo kocham. - odpyskował Louis i przyciągnął go do siebie, by złożyć na tych malinowych ustach najsłodszy pocałunek świata.



* Lottie w moim shocie jest starsza od Lou.

Coś różowego - one shot (Larry)


Od autorki: Śmieszna sprawa z tym, co napisałam poniżej, ale no... Powstał jako prompt, ale ma długość one shota. 2014 rok. Trochę smut.

~*~

Od:Harry
Myślisz, że je to boli?

Louis potrząsnął głową i zaśmiał się pod nosem odczytując wiadomość, jaka pojawiła się na ekranie jego telefonu. Co do cholery, pomyślał, a potem przypomniał sobie, że to przecież ten sam chłopak, który potrafił przez ponad pół wieczoru opowiadać o mrożonych krewetkach z Tesco lub marudzić na strefy czasowe, bo jego ulubiony zespół właśnie przebywał na drugim końcu świata. Louis wiedział i nic nie mógł poradzić. Wciąż go lubił.

Od: Louis
Czy Ty sądzisz, że jestem tak genialny i czytam Ci w myślach na odległość?

Od: Harry
Właściwie to masz fajny tyłek, wystarczy.

Od: Louis
Idiota.

Od: Louis
A tak serio? O czym mowa, Curly?

Od: Harry
Po prostu oglądam z mamą program o zabijaniu kurczaków i wiesz, to cholernie emocjonalne, gdy wyginają im tak szyjki i o boże Louis, nie chcesz tego widzieć!

Mimo że była to zwykła wiadomość tekstowa i mimo że Louis znał Harry'ego jakieś kilka miesięcy, a ich relacja powstała tylko na bazie świata wirtualnego, mógł wyobrazić sobie, jak młodszy chłopak wciska się w kanapę swojej mamy w tym cholernie przytulnym salonie, o którym wciąż opowiadał i cholera, nie mógł powstrzymać teraz wkradającego się na jego usta uśmiechu.

Od: Harry
Nie ignoruj mnie teraz, gdy Cię potrzebuję!
Dupku.

I Louis dałby wszystko aby to była prawda. Cóż, Harry miał w sobie to coś. To nie było zwykłe zauroczenie przez internet, jak mówili jego koledzy. On wiedział, że to coś więcej i wiedział, że Harry także nie zachowuje się obojętnie względem niego. Poznali się w dziwnych okolicznościach. Strona z homo porno to przecież nie park, w którym spotykasz miłość swojego życia, ale jednak. Louis od zawsze był gejem, nie jakimś tam ge-ukrywającymsięfrajerem-jem, po prostu wycomingoutowanym gejem przed rodziną i przyjaciółmi. Natomiast Harry był jego przeciwieństwem. Nie tylko w kwestii mówienia o swojej orientacji, ale i w kwestii charakteru, zachowania, wypowiedzi. Byli przeciwieństwami, a co za tym idzie – wspaniale się uzupełniali. A przecież o to chodzi, prawda?

Od: Harry
Nie myśl tyle, bo jeśli Twój mózg się przegrzeje, nigdy nie zobaczę Twojego tyłka na żywo!

Louis wybuchnął śmiechem i prędko wystukał odpowiedź.

Od: Louis
Bardziej martwiłbym się tymi kurczakami.
Tęsknie za Twoim głosem.

Od: Harry
Kiedy ostatnio rozmawialiśmy?

Od: Harry
Louis, to było wczoraj!

Tomlinson poprawił koc, który okrywał jego roznegliżowane ciało i spojrzał na zegarek. Jeszcze całe trzy godziny do powrotu mamy, więc naprawdę mała rozmowa na skype nie byłaby problemem. Ale nie chciał być tak oczywisty. Musiał sprawić, by to Harry był tym, który zainicjuje połączenie.

Od: Louis
Po prostu ten materiał mnie uwiera.

Od: Harry
Co Ty pieprzysz?

O wiele bardziej wolałbym pieprzyć Ciebie, pomyślał, ale przygryzł wargę i stłumił to uczucie w sobie. Długo myślał nad odpowiedzią, gdy ekran rozświetlił się ponownie ukazując nową wiadomość.

Od: Harry
Załapałem! Wybacz, siedzę obok mamy, muszę się kontrolować!

Wiadomość była zwykła, ale Louis wiedział do czego zmierza i tak jakby nie było już odwrotu. Robili to wiele razy, zawsze za zamkniętymi drzwiami swoich pokoi, uciekając przed tym, co mogło ich nakryć. A raczej, ukrywając swoje uczucia pod maską seksualności i tego, że w ich bokserkach napięcie rosło z każdym słowem.

Od: Louis
Dobrze, że mamuśka nie wie, jak bardzo brudne myśli ma jej syn.
Zwłaszcza te o obciąganiu w kuchni. Xx

Chłopak mógł wyobrazić sobie reakcję przyjaciela, więc postanowił jeszcze bardziej podkręcić temperaturę.

Od: Louis
Czy Twoja mama widzi, jak bardzo czerwone są teraz policzki jej syna?

Od: Louis
No nie, na pewno sądzi, że przejąłeś się kurczakami.

Od: Louis
Harry, nie dotykaj się przy mamie!

Od: Louis
Czy Ty właśnie robisz to, o czym myślę?

Od: Harry
Kurwa.

Od: Louis
Jesteś już twardy?

Od: Louis
Możesz sobie to wyobrazić?

Od: Harry
Wyobrazić co?

Louis zachichotał pod nosem, poprawił włosy i odpisał, jak najszybciej potrafił, bo to miłe uczucie w dole brzucha rozprzestrzeniało się cholernie szybko.

Od: Louis
Mnie będącego teraz w Twoim mieszkaniu, przypierającego Cię do tej karmelowej ściany, którą Twoja mama uwielbia, mnie całującego Cię brutalnie, aż do utraty tchu..ach

Od: Harry
Lou...

Od: Louis
Mnie przygryzającego Twoje pełne wargi, Ciebie, pozwalającego bym ściągnął wszystko to, co masz na sobie.

Od: Louis
Pchnąłbym Cię na sofę Twojej matki i całował te niesamowite obojczyki, a potem klatkę piersiową i szyję, a po drodze zostawiłbym kilkanaście malinek, byś wiedział, że byłem tam...

Od: Harry
Proszę, stop, jestem twardy

Od: Louis
A potem bym Cię ujeżdżał (znów na kanapie Twojej matki! Swoją drogą – co ona teraz robi?), a Ty krzyczałbyś głośno, jak bardzo mnie pragniesz, całowałbym Twoje usta, aż pokryłyby się siną barwą.

Od: Harry
Zaraz dojdę w spodnie. Jeśli masz choć odrobinę dobre serce,pRzestań!

Od: Louis
Co? Pytałem, czy moja księżniczka jest już twarda.

Od: Harry
LOUIS

Od: Louis
Przecież wiesz, jak bardzo chciałbym być teraz z Tobą i robić to wszystko, obciągać Ci, nawet przy Twojej matce, cholera, ssałbym Cię pod tym pieprzonym kocem, a Ty uśmiechałbyś się do niej i mówił, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Od: Louis
Doszedłbyś w moje usta, prawda? Lubisz dochodzić.

Od: Harry
Skype, za 5 minut.

Louis uśmiechnął się triumfalnie i wciskając telefon w kanapę, wbiegł na górę. Zamknął za sobą drzwi – nie żeby ktoś był w domu ale – usiadł na pościeli i wpatrywał się w błękitny ekran. Po chwili system się uruchomił, a ikonka skype wyskoczyła na wierzch. Odruchowo dotknął swoich bokserek, nie mogąc wytrzymać napięcia, ale w chwili, gdy zdał sobie z tego sprawę, kopnął się mentalnie w tyłek, przecież nie chciał dojść przedwcześnie.

Kilka sekund (a może ruchów) później usłyszał znajomy dźwięk, wcisnął zieloną słuchawkę, która kojarzyła mu się z jego ulubionym jabłkowym lubrykantem – no wybaczcie, ale zielone to zielone – po czym rozłożył się wygodnie na poduszce, układając komputer na kolanach.

- Cześć, księżniczko – włączył kamerkę i pomachał do niej, ale po drugiej stronie zagościła cisza i ciemność. - no błagam, Haz, wiem, że tam jesteś, włącz światło

- nie mam prądu – syknął chłopak – i nie mów do mnie księżniczko – dodał po chwili, ale Louis mógł wyczuć, że się uśmiecha.

- no włącz, chcę zobaczyć te rozognione policzki, mam prawo, to moja zasługa! - ucieszył się, a na ekranie zobaczył różowawą twarz Harry'ego.

- Twoja. I to, że matka patrzyła na mnie jak na idiotę także! - poskarżył się, a Louis zauważył, że jego ręka zsunęła się niżej, niż sięgała kamerka.

- Czy możesz mi powiedzieć, dlaczego jesteś niegrzecznym chłopcem i dotykasz się, gdy nikt nie dał Ci pozwolenia? - jego przygryziona warga tylko podnieciła Harry'ego bardziej.

- Chryste, nie pomagasz, Louis! - pisnął i podniósł dłonie w górę – jestem twardy, t w a r d y.  Którego ze słów nie rozumiesz?

- Wiem, że jesteś. Mogę sobie wyobrazić, jak Twój kutas prosi o wyjście, jak bardzo ciasno mu w tych spodniach, które swoją drogą uwielbiam..

- Louis, błądzisz.

- Cholera, Harry, po prostu, jesteś taki gorący

- Proszę, pozwól mi się dotknąć

- Pozwalam, ale musisz mi to pokazać. - warknął Tommo i oblizał usta powoli tak, by młodszy chłopak tego nie przegapił.

Styles zdjął koszulkę i na chwilę zniknął z widoku, prawdopodobnie ściągając spodnie, wrócił w samych bokserkach i wsunął w nie rękę.

- Kurwa. - sapnął – nie wiem, ile jeszcze tak wytrzymam, chcę Cię tu na miejscu, w chuj mocno.

- nie przeklinaj do chuja. - zaśmiał się Louis i także dotknął siebie w tym jednym, konkretnym miejscu.

- myślisz, że możesz coś dla mnie zrobić?

- wszystko. Chociaż lizanie ekranu nie wchodzi w grę. - zachichotał – no co, wolę lizać Ciebie, Styles – urwał, bo na twarzy chłopaka pojawiła się lekka ulga.

- Dobrze Ci, prawda? - spytał, a kręcono-włosy tylko jęknął w odpowiedzi. - Harry... - zaczął niepewnie.

- T-tak? - wyciągnął swojego penisa z bokserek, a ten zajął prawie pół ekranu. - Czego potrzebujesz, Louis?

- Pamiętasz to różowe dildo, które... które wysłałem Ci na Święta?

- Tak, cholera, tak – sapnął Harry, zaciskając dłoń w miejscu, które Louis definitywnie chciał poczuć całym sobą.

- Zrób to teraz, dla mnie. - oczy Harry'ego nagle się rozszerzyły, a słowa jakby opuściły jego usta, bo zdał sobie sprawę, czego pragnie chłopak, siedzący po drugiej stronie ekranu – proszę.

- T-tak, dobrze, t-tak, cholera, Lou, zrobię to, ale – zbliżył twarz do kamery – obiecaj mi, że następnym razem to będziesz Ty – Louis mógł poczuć, jak jego ciało przechodzą dreszcze, kiwnął głową w zgodzie i zagryzł policzki od środka, oczekując na powrót Harry'ego.

~

- Po prostu się rozluźnij – jęknął Louis, trzymając w sobie dwa palce. Harry był odwrócony do niego tyłem, a coś różowego wsuwało się w jego tyłek. - jesteś cudowny, Haz, po prostu włóż go mocniej. - wyszeptał i sam poruszył się nerwowo.

Harry wysłuchał jego polecenia i pchnął z większą siłą, a znaczna część sztucznego kutasa podrażniła jego wnętrze.

- kurwa, nie sądziłem, że to może być takie dobre – jęknął i odwrócił głowę w stronę kamerki, by sprawdzić, czy Louis już robi sobie dobrze. - woaaah, nie próżnujesz – zaśmiał się i zaczął mocniej poruszać tym różowym cholerstwem.

Ich jęki mieszały się ze sobą, tworząc coś wspaniałego. (UWAGA: Jak ktoś chce posłuchać jak to brzmiało to tu : KLIK )

- Harry, jestem blisko, spójrz na mnie – syknął Louis, gdy jego palce mocno poruszały się po śliskim od prelakujatu i śliny, i oczywiście jabłkowego lubrykantu (hehe) penisie.

Chłopiec wykonał prośbę i mrużąc oczy, doszedł na swoją ulubioną pościel, wyginając ciało w spazmach przyjemności. Louis jeszcze chwilę pracował ręką, a w chwili, gdy jego nadgarstek odmówił posłuszeństwa, po prostu wytrysnął na ekran, rozbawiając tym Harry'ego.

- Louis, wiesz co? - podparł się na łokciu i spojrzał w zmęczone oczy chłopaka. - zawsze bałem się być gejem, ale odkąd mam Ciebie...

Tomlinson uśmiechnął się i przerwał mu delikatnie. - Haz, nie musisz...

- Louis, wiesz co?

- Tak?

- kocham Cię.

- i ja Ciebie kocham, Harry – przyłożył dłoń do ekranu, gdzie po drugiej stronie komputera, w małym Holmes Chapel, zakochany nastolatek odwzajemnił gest, uśmiechając się jak idiota, bo w końcu miał to, czego pragnął najmocniej, JEGO i coś różowego.
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka